Kawa… Wiecie, jak ją uwielbiam? Zapach świeżo zmielonej, zaparzonej kawy. Bez mleka, w ulubionej porcelanie. Bez pośpiechu, albo też inaczej, szybko, w biegu, przed pracą…. Mam już swój sobotni rytuał związany z piciem kawy. Przygotowuję peeling kawowy. Schowany do słoiczka i trzymany w lodówce jest moją tajną bronią w zmaganiach z tygodniem.

 

peeling kawowy 

Przepis na ulubiony peeling kawowy

To nie jest trudne. Nie lubię wyrzucać resztek, więc do zrobienia porcji peelingu wykorzystuję zmieloną kawę z porannego parzenia. Lubię zapach cynamonu, ale przede wszystkim pamiętam o tym, że działa ściągająco i ujędrniająco, a co najważniejsze, łagodzi stany zapalne skóry. Natomiast olej kokosowy działa antybakteryjnie i cudownie nawilżająco. W sumie lista składników wygląda tak:

  • mielona, zaparzona kawa
  • łyżeczka cynamonu
  • dwie łyżeczki oleju kokosowego, roztopionego

Tylko trzy, ale wierzcie mi, to naprawdę wystarczy.

W czystym, wyparzonym naczyniu mieszam łyżeczką wszystkie składniki. W zależności od ilości kawy reguluję ilość oleju kokosowego. Powinno być mokre i dobrze wymieszane. Pojemnik zamykam szczelnie i przechowuję go w lodówce. Przed kąpielą wyjmuję i stawiam koło wanny, w temperaturze łazienki olej delikatnie zaczyna się rozpuszczać. 

Po użyciu skóra jest zaróżowiona, miękka, pachnąca i nawilżona. 

I owszem, trochę to wszystko brudzi. Szczególnie pod prysznicem. Dlatego polecam na czas smarowania ciała wyłączać strumień wody, a potem spłukiwać partiami. Jest szansa, że cała łazienka nie będzie do mycia.

Ale… to naprawdę drobiazg przy tej przyjemności. 

 

peeling kawowy