Po prostu nie mam siły. Czuję się kompletnie bezradna. Jako kobieta. Jako matka. Jako feministka z dyplomem gender studies IBL PAN. Znieczulenie przy porodzie. Znowu, znowu. Ciągle to samo. Ciągle ten sam język. Rozrywający ból. Wyciskanie arbuza. Przypalanie żywcem. ZZO dla WSZYSTKICH! Wbijajmy sobie igły w kręgosłup. Od razu, na izbie przyjęć. Na pohybel bólowi. Bo przecież u dentysty też się znieczulamy, prawda? A nie jakieś tam, kurna, średniowiecze. Do jaskini, spadajcie na bambus, won.

Napisałam jako Koralowa Mama jakiś milion słów na ten temat. Nie tylko na blogu. Głos wołającego na puszczy. Wiem. Nie dotrę do wszystkich. Przekonanych nie przekonam. Najeżonych nie ugładzę. Ale… mam dość i nie mogę przestać.

 

Znieczulenie przy porodzie powinno być dostępne każdej kobiecie. Za darmo.

Tak! To prawo człowieka! Mieć świadomość, że w razie kłopotów dostanie się pomoc. Wsparcie. Ulgę.

 

Ale do jasnej cholery, dajcie szansę swoim ciałom. Dajcie szanse mądrości swoich ciał, które stworzone są również po to, by rodzić. Gdyby ból porodu był nie do zniesienia, to by go nie było. Nie przetrwalibyśmy jako gatunek ludzki. Kobiety by się na to nie decydowały. Nie ma głupich!

 

Wiecie, kiedy ból porodowy jest straszny? Gdy leży się plackiem na plecach. Gdy czuje się strach. Gdy czuje się zimno i ma lampę skierowaną w krocze. Gdy matka opowiadała tylko o tym, jak strasznie było rodzić. Gdy czytało się o przeciskaniu arbuza przez ucho igielne. Na litość!

Dlaczego nie walczycie o dostęp do usług doul, o pojedyncze sale porodowe, o komfort i dobre warunki, które ból porodowy redukują? To jest wszystko przebadane i policzone.

 

Można, mamy przecież XXI wiek, dotrzeć do wiedzy o tym, jaki ma sens ból porodowy. Nie mówcie mi, że Fundacja Rodzić po Ludzku od 18 lat działa tylko dla siebie. One już o tym dawno pisały. Ból porodowy to przewodnik w porodzie, a nie wróg. To wskazówki, a nie kłody pod nogi. Ból kieruje kobietą, pozycją jaką przyjmuje, by ulżyć sobie i ułatwić dziecku narodziny. Ból pokazuje jej, kiedy ma skoncentrować się na oddychaniu i nie tracić energii na nic innego. Ból wyłącza ją, by była tylko dla siebie i dziecka. To ból czasem na granicy orgazmu. Może być zaskoczeniem – znacie te orgazmy, które prawie bolą? Witamy na porodówce.

 

Tak. Warto jakoś go redukować, ale nie likwidować całkowicie. Te wyśmiewane rozmowy, aromaterapie, immersje wodne, masaże. Pomogły i pomagają tysiącom, tysiącom kobiet. Ale przez nowoczesne orędowniczki wolnego wyboru traktowane są jako kpina. Bo one mają gdzieś swoje ciała i to, co ono potrafi.

 

Wiecie, gdzie macie szyjkę macicy? Sięgnijcie, dotknijcie jej. Warto się z nią poznać. Utrzymuje całą ciążę w ryzach, a potem rozwiera się tak, by dziecko przez nią przeszło w czasie porodu. Czapki z głów panowie, szyjka macicy to niezła zawodniczka!

 

Wasze ciała są świetne. Są bezbłędne. Są silne. Są wspaniałe. Produkują dzieci. Potrafią je urodzić. Tu nie ma nic z przypadkowości. To wszystko jest uszyte na waszą, ludzką miarę. Dlaczego nie chcecie dać sobie szansy? Dlaczego macie gdzieś to, że zzo ma skutki uboczne? Chcecie rodzić tak jak ja swoje pierwsze dziecko, nie czując swoich nóg po dwóch dawkach, a i tak krzycząc z przerażenia i wysiłku? Nie chcecie. Wierzcie mi na słowo.

 

Ale może chcecie rodzić tak, jak rodziłam drugie dziecko. Krzycząc z bólu i ekstazy. Czując się silna i piękna.

 

 

Przy porodzie dajcie sobie szansę. Spróbujcie. Tak, walczmy o dostęp do bezpłatnego znieczulenia. Ale równie intensywnie walczmy o życzliwość i kompetencję położnych, dobre warunki na porodówkach i dostęp do niefarmakologicznych metod łagodzenia bólu porodowego. Dlaczego o tym zapominacie? Ile razy jeszcze przeczytam o arbuzach i średniowieczu? Nie ważcie się tego mówić mojej córce.