W sobotę ruszam na krótki – tygodniowy – urlop. Kierunek wschód. Mam konkretne plany: spanie do oporu, leżak, owoce, lektura pod drzewem, luz. Powietrze na Podlasiu działa niesamowicie, więc ZAWSZE wracam do Warszawy z dodatkowym kilogramem (dobrze, jeśli jednym!). Ale tam nawet zwykłe gotowane ziemniaki wyjęte z lodówki smakują wspaniale. Więc uwierzcie mi, nie jest łatwo… Tym razem postanowiłam do swojego planu dodać jeszcze jeden punkt: codzienne ćwiczenia. I to w towarzystwie :)

Nie będę tam miała hantli, kettli, ani ulubionej sztangi. Biegać też nie będę, mój stosunek do wesoło poszczekujących wiejskich psów jest jednoznaczenie negatywny… Co pozostaje? Ćwiczenia z wykorzystaniem własnego ciężaru! A jest co wykorzystywać ;)

DSC03030
Nasze pierwsze próby na trzepaku

W związku z tym, że w zespole łatwiej się motywować, wyzwanie Mamy Formę realizować będę z Jowitą z bloga Miny Niny.  Jaki jest plan? Przede wszystkim systematyczność. Lubimy razem usiąść wieczorem przy winku lub herbacie, kiedy nasze dzieci już śpią. Ale tym razem przed kuchennymi plotkami czeka nas – niedługa – sesja ćwiczeń. Postaram się dołączyć do tego jakieś ćwiczenia w ciągu dnia. Czuję, że schody na które lubimy sobie wyjść idealnie nadają się do wykroków i innych przyjemności :)

Pierwsza sesja już w niedzielę!