Wiecie, że religijne małżeństwa żydowskie nie współżyją (a nawet: nie dotykają się!) w czasie, gdy kobieta ma miesiączkę i przez kilka dni po krwawieniu? Trwa to około 12 dni, co miesiąc. Podstawowym pojęciem wyjaśniającym to zjawisko jest „rytualna nieczystość” kobiety w czasie menstruacji i często spotkacie się z krytyką takiego prawa religijnego. I jasne, jest to wyzwanie ( pół miesiąca bez przytulania i całusa na dobranoc?!), ale dawno temu spotkałam się z taką interpretacja: to jest czas dla kobiety. Gdy czytałam książkę „Czerwony namiot” czyli fabularyzowaną historię biblijnej Diny, urzekły mnie opisy zgromadzeń kobiet miesiączkujących w tym samym czasie. Nie pracowały ( w końcu krwawiły!), mogły jeść, spać, namaszczać się. Ich czas. Przyznam, że jest całkiem przyjemna wizja spędzenia miesiączki (u nas nie ma nawet dnia wolnego na najcięższy dzień okresu…). I tak też niektórzy myślą o tej żydowskiej zasadzie. Kobieta nie musi wyjaśniać, że nie ma ochoty na seks, może spać w ulubionej luźnej piżamie z termoforem u boku i nikomu nic do tego.* A potem idzie do mykwy i nadchodzi czas, w którym mogą być z mężem tak blisko, jak chcą. Jest cykliczność, są różne etapy, są zmiany.

Cykliczność w przyrodzie

Przeczytałam gdzieś niedawno, że warto inspirować się roślinami: nie owocują przez cały rok. Jest czas kwitnienia, czas owoców, czas porządków i czas odpoczynku. Nie można bez przerwy działać, nie można cały czas funkcjonować na najwyższych obrotach. Trzeba uszanować swoją cykliczność. To idea bardzo mi bliska, którą wcielam w życie od wielu lat. I trochę kojarzy mi się to z tymi żydowskimi zasadami, które wprost odnoszą się do cyklu. Jest czas bliskości we dwoje i czas, w którym kobieta jest bliżej sama ze sobą. A to wszystko prowadzi do Księżyca – miesiąca. Wiele kobiet zauważa korelację między swoim cyklem a cyklem księżycowym. Kojarzycie na pewno modne teraz naszyjniki – lunule? Naszyjniki w kształcie półksiężyca noszone były przez kobiety już w epoce brązu, a lunule jakie znamy dziś znajdziecie na przedstawieniach ze starożytnego Rzymu. Polecam wizytę w Muzeum Narodowym w Warszawie – lunulę zobaczycie w Galerii Sztuki Starożytnej. No więc lunula czyli naszyjnik księżycowy odnosi się do cykliczności i płodności. Ile trwa cykl księżycowy? Około 29 dni. Tyle, ile trwa tzw. podręcznikowy cykl miesiączkowy kobiety. Z resztą Rosz Chodesz, czyli początek żydowskiego miesiąca przypadający na nów Księżyca, jest uznawany za dzień kobiecy, w czasie którego kobiety mogą powstrzymywać się od prac domowych.

Od nowiu do pełni

Od wielu lat nie stosuję antykoncepcji hormonalnej, z której zrezygnowałam z kilku powodów. Po 10 latach obserwacji cyklu wiem już dobrze, czego spodziewać się po poszczególnych fazach, rozpoznaję nieprawidłowości i zmiany. Wiem, że po trudnym emocjonalnie miesiącu mogę mieć bardziej bolesną miesiączkę. I nie dziwię się temu, raczej obserwuję zjawisko i daję sobie więcej uwagi, odpoczywam, odsuwam zadania na później. Spodziewam się osłabienia w drugim dniu cyklu i przypływu energii gdzieś koło szóstego. Potem czuję jak ta fala mnie unosi – więc wiem, że ważne spotkania, albo dodatkową pracę mogę sobie zaplanować właśnie kilka dni po miesiączce, bliżej owulacji. Potem, bliżej końca robię się mniej energiczna, częściej mam apetyt na rzeczy tłuste i bywa mi chłodniej. Znam to wszystko, znam swój cykl i nie ma już żadnych zaskoczeń. A zmiany są dla mnie sygnałem, że muszę się przyjrzeć swojemu zdrowiu. Co więcej, nie oczekuję od siebie, że będę wulkanem energii pod koniec cyklu, przed okresem. Bo to nie ten czas. Ale wcześniej? Miewam naprawdę świetne, silne strzały energii, towarzyszy mi dobre samopoczucie. Jeśli negocjować podwyżkę, to tylko w okolicy owulacji!

Co ciekawe, mój cykl już jakiś czas temu zgrał się z cyklem księżycowym. I kiedyś miesiączka zaczynała się koło pełni, to od jakiegoś czasu jej czas jest w okolicach nowiu. A gdy rośnie Księżyc – rośnie moja energia. Wiecie, jak lubię pełnię? Uwielbiam!

Wolność

Można powiedzieć: ale po co tak funkcjonować? Przecież przy antykoncepcji hormonalnej można ZAWSZE czuć się świetnie, nie zaliczać PMSu i jakichś dołów, apetytu na frytki i całego tego bałaganu. Jasne. Można :) Ale dla mnie to życie zgodne z moim cyklem to wolność. Cykliczność to informacja, że NIE MUSZĘ zawsze czuć się świetnie. Wiem, że czasem moje ciało, mój organizm woła o kanapę, odpoczynek, schowanie się w skorupie, ograniczenie kontaktów. I wtedy to dostaje – na tyle oczywiście ile mogę, bo bywa, że duże projekty w pracy nie zgrywają się z moim cyklem, no ale nie mam żalu ;) Natomiast pamiętając te słowa o przyrodzie wiem, że ja też nie muszę zawsze kwitnąć czy owocować. Czasem mogę drzemać, robić mniej i wolniej. By potem, zregenerowana, wejść w kolejną fazę.

I warto o tym pamiętać nie tylko w kontekście cyklu miesiączkowego. Pomyślcie o porodzie i jego fazach. Jest czas aktywności i czas odpoczynku. Albo nasze funkcjonowanie w ciągu roku. Czy dziwi nas przypływ energii i zachwytu nad światem w maju, a senność i polegiwanie na kanapie w grudniu? To są naturalne sprawy. I nauczyłam się tego obserwowania siebie. Jakie sygnały daje mi mój organizm? Czego potrzebuje? W jakim teraz jestem momencie? Jest aktywnie, a potem czas na regenerację i odpoczynek. Jest senność, a potem przyjdzie siła.

No a dziś mamy nów :)

Dziękuję za lekturę!

Ola

Zainteresował Cię ten tekst?

Przeczytaj inne z kategorii KOBIETA

Obserwuj mnie na Facebooku

Obserwuj mnie na Instagramie

*tak, można mieć ochotę na seks w czasie miesiączki itd. Bo przede wszystkim obserwujemy siebie :)