Po latach, z pracą, dziećmi, a teraz w pakiecie z pandemią – seks może wyglądać inaczej, niż na początku związku. Po całym dniu na uczelni można było kochać się do świtu, a po całym dniu pracy i opieki nad dziećmi, o świcie jest się w najgłębszej z głębokich faz snu. Chyba, że przed chwilą karmiło się niemowlę albo uspokajało przestraszonego snem przedszkolaka.

Ale czy to oznacza, że w długodystansowym związku seks jest przewidywalny, nudny i bez fajerwerków? Może być. Ale nie musi. Często jest czuły, pełen swobody (wszystko już widzieliśmy i siebie w każdej sytuacji też), oraz satysfakcjonujący, bo tak dobrze znamy swoje ciała nawzajem. W tym tekście pokażę Wam prosty (i genialny w tej prostocie!) sposób na podkręcenie atmosfery i dobrą zabawę we dwoje.

Czym jest seks?

Zacznijmy od ważnej sprawy: seks to nie tylko sam stosunek. Nie jestem seksuolożką, więc nie będę tego analizować, ale ważne, by o tym pamiętać. W ciąży gdy szyjka macicy uniemożliwia taką formę aktywności seksualnej, albo w połogu przed szóstym tygodniem po porodzie, gdy jest na to za wcześnie – wciąż można uprawiać seks. I są kobiety, które trzy tygodnie po urodzeniu dziecka mają na to ochotę. To czas na erotyczny masaż, wspólne kąpiele, wzajemną masturbację, seks oralny i wszelkie tego typu przyjemności.

Zagrajmy w karty

Na rynku istnieje bardzo dużo gier erotycznych. Od planszówek, karcianek i kości z pozycjami do losowania po erotyczną ruletkę. Przyznam szczerze, że wszystkie mnie odrzucają. Nie moja estetyka, część akcesoriów jest dość tandetna i z daleka pachnąca słabej jakości plastikiem. Nic, co by mnie zachęcało. Potrzeba matką wynalazku, więc wymyśliłam własne karty.

Pomysł jest bardzo prosty (na bank ktoś już na to wpadł), ponieważ polega na przygotowaniu dwóch zestawów kart.

Zestaw pierwszy to karty, które na awersie mają nazwy części ciała, a na rewersie jakiś symbol odróżniający tę grupę. Zestaw drugi, w którym jest tyle samo kart, to karty z wypisanymi na awersie czynnościami, które na rewersie mają inny odróżniający symbol. Mogą to być po prostu cyfry 1 i 2.

Zabawa polega na rozłożeniu kart awersami do dołu i losowaniu pary. Pierwsza osoba losuje swoje karty i przystępuje do realizacji. Co to może być? „Dotknij” i „Plecy” albo „Pocałuj” i „Stopy” czy „Liż” oraz „Brzuch”. Oczywiście, ta realizacja ma chwilę potrwać. Ile? To zależy od nastroju :) Następnie druga osoba losuje swoją parę. I tak do wykorzystania wszystkich kart. Chyba, że para umówi się inaczej i chce zrobić tylko np. 3 losowania. Pełna swoboda.

Taka sesja z kartami może być grą wstępną lub wystąpić solo. Bez pośpiechu, w czułości, z patrzeniem sobie w oczy.

Nasze karty prosto z drukarni

Zróbcie to razem

Te karty fajnie jest zrobić razem. Usiąść wieczorem i wymyślać. Jedna para będzie miała ochotę wpisać tylko takie czynności jak dotykanie, całowanie czy głaskanie, a inna dopisze gryzienie, pieszczotę wibratorem czy użycie piórka. To jest fajne w kartach własnej produkcji, że są idealnie dopasowane do pary. Talia może się zmieniać i rozwijać. Takie karty sprawdzą się też w przypadku par jednopłciowych, ponieważ nie ma podziału na „karty dla niej” i „karty dla niego”.

Jak mają wyglądać karty? Mogą to być wycięte kartoniki wielkości znaczka pocztowego z napisami zwykłym długopisem, mogą być karty zaprojektowane w programie graficznym i wydrukowane w profesjonalnej drukarni. Wyobrażam sobie też, że jeśli na biurku macie zestaw pisaków do hand letteringu, to karty mogą być baaardzo piękne!

A potem wystarczy niewinne hasło „zagramy w karty?” by zrobiło się cieplej. Chyba, że to ten dzień, gdy nie ma się zupełnie ochoty na seks, tylko na zostanie człowiekiem-burrito. Tak też się zdarza i to też normalne. Przytulenie się do ukochanych pleców i zaśnięcie to w końcu jedna z najprzyjemniejszych rzeczy pod słońcem.

Mam nadzieję, że Was zainspirowałam. Dobrej zabawy!

Ola

Zainteresował Cię ten tekst?

Przeczytaj inne z kategorii LIFESTYLE

Obserwuj mnie na Facebooku

Obserwuj mnie na Instagramie