Blogosfera to coraz częściej nie tekst, a fotografie opatrzone opisem. Blogi lifestylowe (czyli o wszystkim) i blogi parentingowe w większości nie mogą obejść się bez fotografii. Instagram to już tylko zdjęcia. Od naturalnych, spontanicznych po obrabiane, długo komponowane kadry. Mnóstwo w tym wszystkim zdjęć dzieci. Wrzućcie zdjęcie noworodka, słodkiej dwulatki, brzdąca z pierwszą szczerbą – lajki się posypią. Czy zdjęcia dzieci w Internecie to dobry pomysł?

 

Zdjęcia dzieci w Internecie. Warto?

 

Dzielenie się swoją codziennością jest treścią Instagramu. Dla wielu łączy się to z publikowaniem zdjęć dzieci. W różnych sytuacjach, od pierwszych dni życia. Czasami kończy się to nieprzyjemnie, kradzieżą fotografii i wykorzystywaniem wizerunku dziecka. Ale zazwyczaj efekt jest dla publikującego przyjemny. Lajki i komentarze. To miłe czytać, że ma się takie piękne dziecko. 

Są blogerzy, którzy nie publikują zdjęć dzieci, żadnych. Są tacy którzy nie pokazują ich twarzy. Nie są to blogerzy niepopularni, zdjęcia słodkich pociech nie są im potrzebne.  

Wiele osób boi się „złego” wykorzystania zdjęć. Na przykład przez pedofili. Myślałam o tym i szczerze mówiąc nie robi to na mnie wrażenia. Pedofile są i będą, niestety. Należy z nimi walczyć, leczyć, chronić przed nimi dzieci. Ale jeśli pedofil korzysta ze zdjęcia, które ściągnął z sieci, bo wrzucił je rodzic, to nie jest to takie straszne. 

 

Co na to dzieci?

 

To jest dla mnie kluczowe pytanie. Nie wiem, jakie zdanie o publikowaniu swoich zdjęć mają niemowlęta i przedszkolaki. Nikt ich o to nie pyta. W Internecie nic nie ginie, więc za kilka, kilkanaście lat zdjęcie małej dziewczynki na plaży w samych majteczkach może być oglądane przez jej podstawówkowych kolegów na przerwie w szkole. Fotografowane dzieci dorastają. Co jeśli powiedzą rodzicom, że nie chcą, żeby publikować ich zdjęcia, a stare usunąć? Co jeśli dawno wrzucone, zapomniane zdjęcie stanie się obiektem kpin i żartów?

 

A co na to ja?

 

Publikuję zdjęcia moich dzieci, na prywatnym koncie na Facebooku, wśród znajomych i rodziny. Co jakiś czas starsze usuwam. Fotografie są wspaniałą pamiątką, ale moim zdaniem najlepsze miejsce jest w albumie na półce. Na fanpage bloga, na blogu czy Instagramie nie zobaczycie ich twarzy. Owszem, czasem pojawi się kawałek ciała. Dlaczego? Panienka jest moim zdaniem jeszcze za mała na to, by w sposób świadomy wyrazić zgodę na publikację jej wizerunku, pokazanie jej twarzy całemu światu. Natomiast Starszak odmawia, od zawsze. Nie lubi być fotografowany, nie chciał nigdy się pokazywać. Jego prawo. Gdy na Insta pokazuję Ojca Dzieciom, to wcześniej pokazuję mu zdjęcie i pytam go o zgodę. To w końcu jego wizerunek. 

Podjęłam taką decyzję już na etapie zakładania bloga. Mam świadomość, że zyskałabym większą popularność pokazując swoje piękne dzieci. Ale taka popularność mnie niespecjalnie interesuje. Żadna w tym byłaby moja zasługa. I nie czułabym się dobrze wykorzystując do swoich blogowych celów swoje dzieci, bez ich świadomej zgody. Czy jednocześnie potępiam tych, którzy robią inaczej? Absolutnie nie, to nie moja sprawa, nie moje dzieci. Myślę jednak, że warto się nad tym zastanowić. Dzieci mogą kiedyś mieć do nas pretensje.

Powinniśmy też uczyć dzieci rozsądnego korzystania z sieci. Rzeczywistość i wirtual zaczęły już się na tyle splatać, że nasze dzieci mogą rosnąć w poczuciu dużego, zbyt dużego zaufania do tego, co pojawia się w sieci. Musimy ich nauczyć weryfikacji wiadomości, rozsądnego dystansu. Nie znają świata sprzed Internetu. Ja pamiętam Łączkę Telezajączka, one założą konta na Facebooku i zaczną tam wrzucać swoje zdjęcia. Warto, żebyśmy pokazali im na swoim przykładzie, że należy to robić w sposób przemyślany.