Jestem dziewczyną z Syreną warszawską wytatuowaną na ramieniu, więc nikogo już nie dziwi, że Warszawa ma specjalne miejsce w moim sercu. Poza zainteresowaniem jej historią i architekturą, ciekawi mnie też to, co dzieje się teraz. I planując urlop ani przez chwilę się nie wahałam: tydzień z dziećmi w mieście, w którym mieszkamy to świetny pomysł! Nie, nie wyobrażałam sobie, że wykorzystam wolne na zaległości w myciu okien, zrobienie rewolucji w duchu KonMari czy coś w tym stylu. Chciałam spędzić ten czas w Warszawie, z Warszawą. To nie jest nic oryginalnego: w tym mieście zawsze jest coś do zrobienia, coś do zobaczenia. Czy jesteśmy z dziećmi, ze studentami zza granicy czy też własną babcią z innego miasta – nikt się nie będzie nudził.

 

Najpierw plan

 

Ustaliłam z dziećmi jakie są ich marzenia i okazało się, że uda nam się połączyć je z moim planem. Chciałam, żebyśmy zrobili coś związanego ze sportem, odwiedzili jakieś miejsce związane z kulturą i miejsce związane z przyrodą. Sprawdziłam godziny, ustaliłam mniej więcej co chcemy robić. I do dzieła.

 

Sport

 

Starszak był tam już kilka razy i zawsze wracał zachwycony. Prosił i wyprosił. Na początku byłam trochę sceptyczna, myślałam, że idę tam głównie opiekować się Panienką. Ale gdy wyszliśmy po godzinie, Ojciec Dzieciom zapytał „byliście na basenie”? Nie, to Hangar 646, park trampolin. Przez godzinę skakaliśmy, biegaliśmy, bawiłam się na równoważni i zeskakiwałam z wysokości prosto na wielką poduchę. Brzmi niepoważnie? No cóż… To była godzina zabawy, śmiechu i wielkiego zmęczenia. Starszak szalał, Panienka szalała (jak ona skacze z wysokości!), ja szalałam. Wybrałam na tę wizytę Hangar 646 na Mokotowie, bardziej nastawiony na początkujących, mniej sportowy a bardziej rozrywkowy. I polecam, chociaż uwaga: fitness na trampolinach nie idzie w parze z kobiecymi sprawami typu nietrzymanie moczu, osłabione po ciąży mięśnie dna miednicy. Poczytajcie tu KLIK. Z dobrych rad: weźcie ubranie na zmianę, takie wuefowe. I ręcznik oraz klapki, żeby po skakaniu skorzystać z prysznica. 

Hangar 646
Starszak próbował mi zrobić ostre zdjęcie…

 

Kultura

 

Nie byłabym sobą, gdybym nie zabrała dzieci do jakiegoś muzeum. Panienka nawet raz na jakiś czas się tego domaga, ponieważ chodziła do muzeów nawet jako berbeć w chuście i jest to dla niej zupełnie naturalne. Starszak twierdzi, że zwiedziliśmy już wszystkie duże muzea w Warszawie. I ma rację. Chyba… Tym razem wymyśliłam, że pójdziemy do Muzeum Warszawskiej Pragi, ponieważ można to fajnie połączyć ze spacerem i plażowaniem. Dojazd jest bajeczny, bo metrem. Po zwiedzaniu pokazałam dzieciom Bazar Różyckiego (a raczej to, co z niego zostało), opowiedziałam trochę o nim, a potem poszliśmy na plażę miejską pod mostem Poniatowskiego. Po drodze kupując przepyszny obiad w barze Falafel Żudi. Ale wracając do Muzeum:

Dzieci kochają audioguide’y. W Muzeum Warszawskiej Pragi urządzenia wyposażone są w czytniki, które trzeba zbliżyć do oznaczonych punktów, żeby usłyszeć nagranie. W kasie dostaje się sprzęt za darmo, do biletu, a potem można wyruszyć na zwiedzanie. To nowe muzeum, wszystko jest świeże i nowoczesne. Taka też jest ekspozycja i zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkich może zachwycić. A zwiedzaniu z dziećmi zawsze jest specyficzne. Najbardziej zainteresowały je wątki muzyczne. Słuchały piosenek o Pradze, podśpiewywały. Panienka była też zaciekawiona kamienicami na zdjęciach, a Starszak wątkami związanymi ze sportem. Muzealna księgarnia jest świetnie wyposażona, a w budynku działa kawiarnia. Można skorzystać z patio oraz tarasu widokowego. 

 

Muzeum Warszawskiej Pragi
Lornetka do oglądania przystanku tramwajowego z historią
Muzeum Pragi
Panienka w podziemiach, między instalacjami

 

Przyroda

 

Marzeniem Panienki było pójście do ZOO. Spełniłam je, chociaż niechętnie. Rozumiem rolę ZOO, mam sentyment do warszawskiej placówki (wspaniała historia Żabińskich, polecam poznanie). Ale mimo wszystko widok przepięknych papug zamkniętych w klatkach robi okropne wrażenie. I poczuliśmy to wszyscy troje. Stojąc przed miejscem, gdzie mieszkają szympansy poczuliśmy smutek. Ich gestykulacja, to jak ruszają dłońmi – jest niemal identyczne jak nasze. Ich spojrzenie jest niesamowite, przeszywające. Staliśmy ze Starszakiem i rozmawialiśmy o tym. Oboje mieliśmy wrażenie, że oglądamy naszych bliskich zamkniętych w niewoli. Panienka była rozdarta między ciekawością („mamo! żyrafy!”) a smutkiem („one tu nie mają trawy żadnej…”). Nie pójdziemy tam więcej. 

Ale potem byliśmy na plaży miejskiej i to już jest inna historia. Jedliśmy przepyszny, świeżutki falafel, dzieci oglądały kaczki. Przy zejściu na plażę wypożyczane są za darmo leżaki i rozdawane książki, a wszystko to w ramach akcji Dzielnica Wisła. Więc zaopatrzeni w nowe książki siedzieliśmy na kocu i cieszyliśmy się tymi cudnymi okolicznościami przyrody. Koło plaży jest pawilon z toaletą, może nie bardzo czystą (lejek, co za wynalazek!), ale za to z bieżącą wodą, nie żaden toi toi. 

 

Dzielnica Wisła
Piknik, falafel i książki na miejskiej plaży

 

No najważniejsze – przeprawa przez Wisłę promem. Korzystaliśmy z dwóch różnych i za każdym razem to była fajna, chociaż krótka przygoda. Promy są za darmo, a pływanie po Wiśle to emocje nawet dla dużych ludzi jak ja. Jednym z promów można spod ZOO popłynąć na Podzamcze, gdzie działa Park Fontann, można zjeść lody i ochłodzić się w cieniu. 

Jeśli dopadnie Was leń i nie będziecie chcieli nigdzie chodzić, niczego zwiedzać i w ogóle – nic nie robić, to też można świetnie to zrobić w mieście. Piknik w dowolnie wybranym parku to bardzo fajny sposób na spędzanie czasu. Trochę jedzenia, duży koc, żeby można było się wyciągnąć i książka. Albo rakietki. Albo cokolwiek – co tylko chcecie. I relaks…

 

piknik
Piknik w parku

 

 

Zainteresował Cię ten wpis? Polecam podobne:
Muzeum Chopina. Z dziećmi.
Piękne miejsce dla całej rodziny…
Muzeum Etnograficzne w Warszawie – niedziela z dziećmi