Sprawa jest delikatna. Łatwo przekroczyć tę cienką granicę między nadopiekuńczością, a po prostu uważnym odpowiadaniem na potrzeby dziecka. Łatwo też, odruchowo, oceniać czyjeś zachowanie w stosunku do dziecka, nie znając zupełnie kontekstu i sytuacji tej rodziny. Więc tu zawsze trzeba uważać, ale…

Pierwsze lekcje samodzielności

Trochę nie rozumiem, dlaczego na maila grupowego przychodzą prośby o podanie informacji o tym, co było w szkole i co jest zadane. Nie wiem, dlaczego miałabym pytać rodziców kolegów z klasy Starszaka o to, co mają do zrobienia, skoro to są już dość duże dzieciaki. Co więcej – wyposażone w telefony komórkowe i smartfony. Chciałabym, żeby Starszak uczył się odpowiedzialności. Stopniowo. Więc teraz jest odpowiedzialny za swoje szkolne sprawy. Owszem, sprawdzamy, ale chcemy, żeby wiedział, że jeśli nie będzie o czymś pamiętał, to on będzie musiał się zmierzyć z konsekwencjami. Na razie niewielkimi, typu minus w dzienniku. Ale to są konsekwencje na miarę jego wieku.

Kiedy Panienka jest zaspana rano, to pomagamy jej się ubrać. Ale w przedszkolnej szatni załatwia te sprawy sama. Ona zakłada buty, ja w tym czasie oglądam prace na tablicy, albo po prostu siedzę obok. Nie wyręczam. Niby nic, ale zapytajcie nauczycieli ile dzieci nie umie zapiąć guzików sweterka czy kurtki. Nie dlatego, że ich małe paluszki sobie z tym nie radzą.

Daj przykład

My, rodzice, powinniśmy pokazać jak coś zrobić i pozwolić dziecku zrobić to samodzielnie. Dziś trzylatki potrafią włączyć sobie gry na telefonie, a bywa, że są jeszcze karmione łyżką. Gdzieś popełniamy błąd.

Z naszą pomocą, bez narzucania się dzieci świetnie sobie poradzą. Trochę się pobrudzą, parę razy o czymś zapomną. Zdarza się, taka jest cena nauki.

Czym innym jest bycie przy dziecku i odpowiadanie na jego wewnętrzne potrzeby. Gdy niosę moją córkę na rękach, moje dwadzieścia kilo pięciolatki, to nie dlatego, że robię z niej maluszka. Robię to gdy czuję, że tego jej trzeba. Po trudnym dniu w przedszkolu, po długim spacerze.

Zgodnie z potrzebami

To, moim zdaniem, ważne by pozwolić dziecku na uświadomienie sobie własnych potrzeb – od emocjonalnych, po zwykłe, fizyczne. Może i nie umie założyć tych butów, ale niech najpierw spróbuje, a potem razem jakoś to załatwimy. Nie wychodzić przed orkiestrę, trudne, ale ważne.

Chcielibyśmy naszym dzieciom ułatwiać życie, na każdym kroku. Żeby było im miło i dobrze. Najchętniej karmilibyśmy je ptasim mlekiem. I tak ma być. Tylko… podawajmy im to ptasie mleko na talerzu, niech je samodzielne zjedzą. I jak powiedziała mi kiedyś pewna znajoma psycholożka – żeby być dobrym rodzicem, trzeba być czasem rodzicem złym.

Pozdrawiam i dziękuję za lekturę!

Aleksandra

Zainteresował Cię ten tekst?

Przeczytaj inne z kategorii RODZICIELSTWO

Odwiedź mnie na Facebooku

Obserwuj mnie na Instagramie