W zdrowym ciele zdrowy duch. To chyba jedno z najmądrzejszych powiedzeń świata. Gdy ciało niedomaga, dusza też zaczyna cierpieć. A jaka jest droga do zdrowego ciała? Zrównoważona dieta, sen i aktywność fizyczna. Niby takie proste, ale czasem gdy popatrzę na swój tryb życia pt. dużo kawy, mało snu, to myślę, że nie jestem najlepszym przykładem dla swoich dzieci…

Mój związek ze sportem jest trudny. Rok temu przerwałam swoją przygodę ze sztangą i bieganiem, teraz powoli i z oporami wracam do joggingu. Może zacznę robić więcej, ale się nie napinam. A dzieci? Czy dzieci muszą uprawiać sport? Czy wystarczy im bieganie po podwórku?

W szkole jest wf. Bardzo różnie prowadzony, czasem niestety śmiertelnie nudny i zniechęcający do aktywności fizycznej. 45 minut gry w dwa ognie to nic ciekawego, a często właśnie tak to wygląda. Ja z lekcji wf wyniosłam niechęć do biegania i dwutaktu. Na SKS zapisałam się w szóstej klasie, na siatkówkę, bo w tym samym czasie na kosza chodził Leszek z ósmej ce. Szczęśliwie okazało się, że lubię siatkę i nawet jak uczucie przeminęło, to została piłka.

Starszak jest piłkarzem. Jakiś czas temu zorientowaliśmy się, że sprawa jest poważna i wykracza poza zwykłą zajawkę i przyjemność z kopania piłki. To pasja, coś bardzo ważnego w jego życiu. I widzę, że oddaje tej dyscyplinie serce. Uczy się wytrwałości, powtarza często żmudne ćwiczenia, ma swój cel. To jest ta fantastyczna cecha sportu i nawet jeśli Starszak nie zrobi kariery piłkarskiej to sporo się nauczy.

Panienka uwielbia chodzić na pływalnię. A teraz ma za sobą pierwszą lekcję baletu. Zapisałam ją trochę z przypadku, po prostu te zajęcia są w idealnym miejscu i czasie, świetnie nam pasują do grafiku. Gdyby to było judo albo piłka nożna, to też bym ją zapisała, serio. W każdym razie fajnie, żeby pochodziła na te lekcje. Po co? Żeby się ruszała pod okiem profesjonalistki, żeby w miarę możliwości zachowała tę elastyczność którą jeszcze ma (a która może zaniknąć gdy usiądzie w szkolnej ławce) no i czuła przyjemność ze spocenia się i zmęczenia. Takiego fajnego, zdrowego zmęczenia.

I to jest moim zdaniem najważniejsze. Żeby oboje wiedzieli, że aktywność fizyczna daje mnóstwo frajdy. I żeby jakaś forma uprawiania sportu towarzyszyła im zawsze. Rywalizacja? Zawody? Nie, to nie jest najważniejsze. Owszem, wydzieram się na meczach Starszaka, skaczę gdy obroni i zagryzam wargi gdy mu się nie uda. To emocje, prawdziwe emocje. Ale po meczu zawsze przybijamy piątkę i niezależnie od wyniku pytam „no i jak, dobrze się bawiłeś?”.

Zajawka i nauka wytrwałości, a do tego zdrowie – same zalety!