Uświadomiłam sobie, że moja córka ma dokładnie tyle samo lat teraz, co ja wtedy. I to był trudny moment. To był bardzo smutny, przygnębiający moment. Zaczęłam się zastanawiać, co mogę zrobić, teraz, jako rodzic. Żeby chronić swoje dzieci przed molestowaniem. 

W pewnym sensie już o tym pisałam na blogu w tym tekście, ale bardzo długo nie umiałam sama przed sobą tego nazwać. Jako małe dziecko, jako przedszkolaczka, byłam molestowana. Takie są fakty i chociaż tak skutecznie to wypierałam, że nieraz wydaje mi się to snem, prawda jest przykra.

Jestem dziś dorosłą kobietą, szczęśliwą w małżeństwie, spełniającą się zawodowo, kochającą matką. Te wspomnienia nie towarzyszą mi cały czas, zacierają się w mojej pamięci. Ale im moje dzieci są starsze, tym czuję, że muszę robić wszystko, co w mojej mocy, by nie spotkało ich to, co mnie. I nie, nie mogę po prostu ich zamknąć w domu oraz straszyć złym światem. Molestujący dzieci to przeważnie osoby, którym dzieci ufają, które znają. Polecam Wam lekturę tego artykułu oraz tego opracowania.

Jedną z ważniejszych wartości w naszej rodzinie jest wzajemne zaufanie. Budujemy atmosferę poszanowania dla swoich spraw, ale i otwartości. Nie wypytuję Starszaka, nie przeglądam jego smsów, ale dyskretnie i uważnie go obserwuję. Czasem zamiast pytania „co robiłeś na podwórku” pytam „co lubisz w swoich kolegach? dobrze się z nimi bawisz?”.

A Panienka? Dużo rozmawiamy o ciele. O miękkim brzuszku, o wiecznie brudnawych stopach. Przy wieczornej toalecie, smarowaniu balsamem przypominam, że są miejsca na jej ciele, które są szczególnie delikatne i ważne. Spokojnie z nią rozmawiam, jak z pięciolatką.

Staram się, by oboje mieli pozytywny, zdrowy stosunek do własnego ciała. Nie udajemy, że części intymnych nie ma – znają ich nazwy, nie są to słowa traktowane jako „brzydkie”. Jeśli trzeba powiedzieć, że coś np. boli, to nie muszą kombinować, rumienić się i wstydzić. Bardzo pilnuję, by oboje reagowali na „nie” np. gdy się bawią i ktoś kogoś za mocno przytuli, przyciśnie. Gdy któreś z nich trzeba posmarować balsamem czy maścią, najpierw mówię, co będę robić, gdzie będę smarować. Na przykład „teraz posmaruję ci klatkę piersiową, dobrze?”. To jest zawsze dobra okazja by porozmawiać o dotyku. Kto jeszcze mógłby tak smarować? Tata. A ktoś inny? Nie, chyba że lekarz lub pielęgniarka, ale przy mamie lub tacie. Nie straszę ich, wydaje mi się, że nie tędy droga. Raczej próbuję im wpoić że ich ciała są po prostu ważne, że trzeba o nie dbać, pod każdym względem, i je szanować.

Czy to wystarczy? Mam nadzieję.