Usiłuję właśnie pisać pracę na seminarium. Czyli zaliczyć rok. Jest sobota, wieczór, wiec do biblioteki nie pójdę. Mam też mieszkanie dwupokojowe, więc niewiele miejsc, by się schować z komputerem i stertą książek. 

Przy tym samym stole Panienka je kolację głośno, na kanapie Starszak czyta, Ojciec Dzieciom czyta na fotelu. Niby cisza, ale trudno mi się skupić. Jeszcze chwila, dzieci pójdą spać. Oby.

Piszę te kilka zdań pamiętając jak na swoich pierwszych studiach uczyłam się do egzaminów, a Starszak ząbkował co sesję. Pamiętam pisanie licencjatu i magisterki oraz maraton zapaleń oskrzeli i innych przedszkolnych przyjemności dziecka. Jakoś dałam radę, jakoś napisałam, nawet nieźle. Magisterkę obroniłam na piątkę.

Teraz do studiów (zaocznych) mam pracę i dwójkę dzieci. Warunki do nauki – słabe. Wczoraj, w piątek, czekałam aż Ojciec Dzieciom wróci do domu i poszłam do biblioteki, od 19 do 21. Wcześniej, od 8 do 16 byłam w pracy.

Tak, to mój wybór, ale nie fanaberia. Fragment większego planu. Te studia są mi potrzebne.

Studiujący rodzice. Wiem, że jest ciężko, ale wierzcie mi – to moje kolejne studia – to wszystko da się zrobić. Czy ktoś może być bardziej zdyscyplinowany i zmotywowany niż student – rodzic?