Po sześciu latach małżeństwa mogę już w zasadzie uważać się za osobę nieco doświadczoną w tym temacie. Co prawda to dopiero początek, ale zapowiada się nieźle. I chyba wiem, co nam w tym pomaga.

Jeszcze niedawno wyznawałam zasadę „nie zasypiamy pokłóceni”. Teraz już nie uważam, żeby to był klucz do sukcesu. Czasem trzeba po prostu iść spać, żeby rano obudzić się i ucieszyć tym, że budzimy się obok właśnie tej, a nie innej osoby. Gdy emocje ostygną łatwiej sie dogadać.

Mamy tyle samo wspólnych zainteresowań, co własnych, zupełnie różnych pasji. Kompletnie się nie znam na części jego spraw, on nie orientuje w moich. I jest dobrze. Nie jesteśmy jedną osobą.

I to jest właśnie najważniejsze, co mogę powiedzieć o małżeństwie. Budzimy się obok siebie i razem zasypiamy, nasze towarzystwo jest dla nas najmilsze. Khalil Gibran już dawno o tym pisał w „Proroku”, blisko, ale nie tak, by się dusić.

 

Lecz zachowajcie wolną przestrzeń w waszej wspólnocie.
I niech niebiańskie wiatry pląsają między wami.
Miłujcie się nawzajem, lecz nie narzucajcie pęt swej miłości.
Niech raczej falujące morze powstanie pomiędzy brzegami waszych dusz.
Napełniajcie nawzajem wasze kielichy, lecz nie pijcie z jednego kielicha.
Dzielcie się chlebem, lecz nie pożywajcie tego samego bochenka.
Śpiewajcie, tańczcie ze sobą i bądźcie weseli, lecz niech każde z was pozostanie samotne.
Tak jak struny lutni pozostają samotne, choć każda drga tą samą melodią.

Obdarzajcie się sercami, lecz nie bądźcie ich strażnikami.
Bo tylko ręka Życia może zawrzeć wasze serca.
Stójcie obok siebie, lecz nie nazbyt blisko jedno drugiego;
Albowiem filary świątyni stoją oddzielnie,
A dąb ani cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego.