Wiecie, jak wygląda tzw perfekcyjna Instamatka? Ma białą kuchnię, pije zielone koktaile, a jej dzieci ubierają się na szaro.

Dobra, żartuję. Ale tak na serio, to wiemy wszyscy, że Instagram to zbiór zdjęć przetwarzanych, przefiltrowanych, wystudiowane-spontaniczne pozy, domy zawsze czyste, fałdki na brzuchach schowane i tak dalej. Mimo wszystko, lubię z niego korzystać. Przede wszystkim obserwuję konta związane z muzealnictwem i historią sztuki (polecam Nette Megens i Art Garments), fotografią (na przykład History in Pics), ale też modowe, trochę retro. Przeróżnie. Wrzucam też swoje zdjęcia, to taka Koralowa Mama prywatnie.

Lubię też konta związane z ideą body positive oraz związane z doulowaniem i macierzyństwem. Jednym z moich ulubionych jest konto magazynu Tribe de Mama. Ich misją jest wzbudzanie w kobietach poczucia siostrzeństwa, wzmacnianie wiary we własne, kobiece możliwości i pokazywanie jak wiele wymiarów ma macierzyństwo. Pokazują kobiece rytuały z całego świata. Zdjęcia na ich koncie są piękne, inspirujące. To zdjęcia matek bez wygładzania, noworodki z leżącymi obok łożyskami, rozstępy i mleczne piersi. Jest w tym i naturalizm, i poezja.

 

tribe1

 

Jak wiemy, zdjęcia kobiet karmiących, gdy widoczny jest chociaż kawałek brodawki sutkowej, często są usuwane z mediów społecznościowych jako nie spełniające standardów. Fit pupa w stringach tak, karmiąca pierś nie. Takie czasy. Z dużą radością przeczytałam więc, że Instagram objął ochroną konto Tribe de Mama, po usunięciu a potem przywróceniu zgłoszonego zdjęcia porodu. Uznano wartość treści propagowanych przez Tribe de Mama. Nie będą już usuwać ich zdjęć.

 

tribe3

 

Cieszę się. Mówią, że jedna jaskółka nie czyni wiosny. Ale mówią też, że kropla drąży skałę.