Jestem przykładną obywatelką i korzystam z danego mi prawa głosu. Zazwyczaj jeżdżę głosować tam, gdzie jestem zameldowana, ale tak się złożyło, że w najbliższą niedzielę nie będę miała takiej możliwości. Poszłam więc do urzędu dzielnicy dopisać się do listy wyborców. A jako kobieta pracująca – wpadłam do urzędu z rozwianymi połami płaszcza i wesolutką Panienką odebraną chwilę wcześniej z przedszkola.

O dzięki wam, urzędnicy, którzy w poniedziałki pracujecie do 18, a nie tak jak ja do 16, i możemy się spotkać! Chętnie bym przyjaźnie poplotkowała z panią z okienka, ale byłam z dzieckiem. Co więcej, marzenia o ploteczkach prysły, gdy odbiłam się od stanowiska z numerkami. Brak, skończyły się. A do 18 jeszcze 45 minut! Weszłam z Panienką na stosowne piętro i trochę mi się zrobiło ciepło na widok kłębiącego się tłumu. Nieśmiało zapytałam stojącego z brzegu pana, czy wszyscy w celach wyborczych. Tak, wszyscy. Tak, numerków już nie ma. Mhm, podobno potem będą przyjmować z kolejki. Uspokoiłam się, a potem spojrzałam w dół, na rumiany pyszczek mojej córki. Co robić z dzieckiem w urzędzie, gdy wokół tłum, a a perspektywie długie czekanie?

Jest 2015 rok. Od dłuższego czasu trwa XXI wiek. Jesteśmy w Polsce. W stolicy. A w urzędzie dzielnicy jest kącik zabaw. Czyli wszystko się zgadza. Kącik jest niewielki, ale kolorowy i na tyle atrakcyjny, że Panienka ciągnie mnie za rękaw. Chce tam iść. Koniecznie. Już. Ja zaklepuję miejsce w kolejce i idziemy. Mogę odetchnąć. Panienka zdejmuje bluzę – chce ją powiesić na dziecięcym wieszaku, taki jest ładny. Ja zerkam w stronę swojej kolejki. Mija chwila i widzę, że możemy kierować się w stronę okienka. Wypełniam formularz, załatwione, raz – dwa.

Panience się podobało. Mi też. Obyło się bez nudy, zmęczenia staniem w tłumie. Kilka tygodni temu musiałam zabrać ją do banku. Do dziś wspomina kredki, stanowisko z grami i baloniki, które dostała. W naszej ulubionej pizzerii znajduje się mały kącik zabaw, domek, grill, plastikowe warzywa. Dzieciaki to uwielbiają. W innym miejscu, gdy tylko pojawiam się z Panienką, ląduje przed nią kilka wydrukowanych kolorowanek i koszyk z kredkami o różnym stopniu zużycia. Proste. I genialne.

Nie potrzeba wiele, by przygotować miejsce, kącik dla dzieci. Stolik i krzesełko w wersji mini. Kredki. Papier. Jakieś książeczki. Inwestycja niewielka, a zwrot spory. Chętnie chodzimy tam, gdzie wiemy, że Panienka poczuje się dobrze. Starszak to już inna rozmowa, ale on też chętnie zagląda do takich kącików, szczególnie, gdy są tam klocki. Nie muszą to być miejsca dedykowane rodzinom z dziećmi, klubokawiarnie itd. Urząd, salon fryzjerski, osiedlowa restauracyjka, poczta. To są miejsca, do których przychodzą ludzie. A ludzie miewają dzieci. A dzieci się nudzą. Chyba, że ktoś mądry wcześniej pomyślał i przygotował taki kącik zabaw.