Starszak co jakiś czas podpytuje mnie, kiedy dostanie komórkę. WSZYSCY w klasie już mają, tłumaczy. W takich momentach mówię mu, że nawet jeśli dostanie telefon, to taki, jak ma Tata. Wtedy Starszak milknie. Dlaczego? Ojciec Dzieciom z dużym zadowoleniem korzysta z najprostszej nokii i planuje nigdy tego nie zmieniać. A Starszak ma już 10 lat. I chciałby smartfona.

Ja, dziecko urodzone w połowie lat ’80, miałam wypożyczaną komórkę na czas kolonii. I to też nie od razu. Dobrze pamiętam dyżury przy telefonie, codziennie między 18 a 19, i bieganie po terenie z okrzykami typu „Tomek Kowalski, mama dzwooooni!”. Naprawdę można było się za sobą stęsknić…

Zapytałam Starszaka po co jego kolegom i koleżankom telefony. Powiedział, że do informowania, że lekcje skończyły się wcześniej albo co jest zadane. Wyjaśniłam mu, że skoro po lekcjach i tak ma treningi albo idzie na świetlicę, to nie ma po co dzwonić. Co zadane?…

Zapytałam Was na FB o komórki dla dzieci. Najczęściej pojawiał się w kontekście samodzielnego wychodzenia z domu. Telefon zabrany na podwórko po to, żeby powiedzieć „idę do Kasi” albo „zostanę dłużej”. Szczerze? Nie przekonuje mnie to. Z podwórka do domu są jakieś 3 minuty, więc można powiedzieć to przez domofon. Starszak ma zegarek i umawiamy się na konkretną godzinę powrotu. Zawsze dostaje dużo czasu, wystarczy, żeby porządnie się zmęczyć kopaniem piłki.

Potrzeba bycia takim, jak inni? Do jakiego stopnia? W którym momencie trzeba powiedzieć: stop?

Po co dziecku internet w telefonie, tak zupełnie serio? Starszak dostanie smartfona, kiedy przekona mnie do tego, że jest mu niezbędny. A wcześniej – chociaż nie wiem jeszcze kiedy – będzie miał zwykły telefon służący do dzwonienia.