Rozbawił mnie widok Panienki, która niemal wylizała talerzyk, a potem rozglądała się za kolejnymi pierożkami. Dawno nie widziałam, żeby coś TAK jej smakowało. Na Wolę wpadliśmy na chwilę, lubię tę część Warszawy. Od teraz również za jedzenie.

Do Parnika wpadliśmy w biegu, żeby szybko zjeść obiad przed dalszą wędrówką. Zestaw okrojony, Ojciec Dzieciom, Panienka i ja. Dobrze, bo w środku jest tak mało miejsca, że ledwo się zmieściliśmy. Cały czas wszystkie krzesła były zajęte, a przed wejściem stali kolejni klienci, niektórzy biorący po prostu jedzenie na wynos.

Zamówiliśmy dim sum z tofu i warzywami oraz z dynią, porem i grzybami mun. Do tego sosy, łagodny i ostry. Parnik to barek, więc pierożki są lepione na naszych oczach (dzieciom się to podoba!). Przemiła obsługa podaje je na bambusowych parnikach, wszyscy są mili i uśmiechnięci. Atmosfera jest przesympatyczna! Aż chce się tam być, chociaż niedostatek miejsca każe jeść szybko – barowo – i ustępować kolejnym spragnionym chińskiej kuchni.

Wracając do pierożków. Dim sum przygotowywane są na parze, ciasto rozpływa się w ustach. W wersji z tofu były nieco mdłe, ale te z grzybami były obłędne. Jedliśmy i jedliśmy, ale chyba najbardziej smakowało Panience, która pochłonęła pierożki ekspresowo. Niebawem wybiorę się do Parnika na Ursynowie, jest tam podobno więcej miejsca do siedzenia :)

Aha, można zamówić też dim sum w wersji bezglutenowej, a wszystkie są świeże, robione na miejscu (pani na naszych oczach obierała cukinię) i bez glutaminianu sodu. Fajnie! Parnik polecam wszystkim, dużym i małym, chociaż nie uświadczycie tam przewijaka czy kącika dla dzieci. To po prostu barek w którym je się szybko i leci dalej. Ale umówmy się – latem można wziąć jedzenie na wynos i zjeść na najbliższej ławce. Taki miejski romantyzm ;)