Place zabaw mojego dzieciństwa to drabinki z rurek, często pordzewiałe i odsłaniające kolejne wartwy przemalowań. Smętne piaskownice służące za kuwety dla lokalnych kotów i tyle. Kiedy urodził się Starszak w Warszawie działały już piękne, nowoczesne place zabaw – pamiętam swój zachwyt mokotowskim jordankiem przy Odyńca czy wyprawy do parku Żeromskiego. Pod blokiem też mieliśmy fajny, chociaż mały placyk. Wszystkie te nowe miejsca zabaw łączyło jedno – były kolorowe, bezpieczne (nawierzchnia!) i dość powtarzalne. Po jakimś czasie owiało nudą. Kiedy na naszym osiedlu pojawił.. Read More