Nie przemawia do mnie taka zima bez zimy. Jest styczeń, a ja wracam ze sklepu jedząc loda na patyku i nie odmarzają mi palce? Nie tak powinno być. Mam wrażenie, że ludzie w czasie mroźnej zimy mniej chorują i w ogóle to jest zdrowsze, niż siedem stopni na plusie w styczniu. Taka pogoda, zmienna, czasem deszczowa i wietrzna, sprzyja infekcjom. A tego nie lubimy. Czasem czuję, że coś rozkłada mnie lub dzieciaki. Ojciec Dzieciom jeździ codziennie ok. 20 km na rowerze i ma taką odporność, że jego nic nie rusza. Więc on czasem tylko potrzebuje wesprzeć się gorącą herbatą przed snem. Ja i dzieciaki to co innego…

Idealnym sposobem na zduszenie przeziębienia u moich dzieci jest miód. Prawdziwy polski miód działa cuda! Niestety, w temperaturze powyżej 40 stopni traci swoje właściwości, więc dodany do gorącej herbaty działa już tylko smakiem. Natomiast można w przegotowanej i przestudzonej wodzie rozpuścić łyżkę miodu, zostawić na noc i wypić rano. Można też po prostu dawać dzieciom kanapki z miodem… Uwaga: miodu nie powinno podawać się dzieciom młodszym niż rok.
W czasie ostatniej choroby Panienki zawieszałam jej wieczorem na łóżku świeży ząbek czosnku. Dzięki temu lepiej jej się oddychało i spokojniej spała. Starym sposobem jest nacieranie podeszw stóp ząbkiem czosnku – po takiej kuracji dziecku zakłada się skarpetki i pakuje pod kołdrę.
W pokoju przeziębionych dzieciaków stawiałam przed nocą kominek z olejkiem sosnowym. Przede wszystkim jednak wietrzyłam porządnie.
Moim ulubionym zimowym napojem jest napar imbirowy. Kawałek świeżego imbiru pokrojony w plastry, do tego łyżka miodu – kubek takiego napoju naprawdę rozgrzewa. A poza tym to jest pyszne. Jeśli ktoś nie lubi lub nie może spożywać imbiru – można przygotować taki napar dodając łyżeczkę cynamonu. A jeśli ktoś może sobie na to pozwolić, to dobrze też działa napar ze świeżego imbiru i cynamonu zalanych razem wrzątkiem, bez dodatku miodu i gotowany przez ok 20 minut tak, by woda tylko lekko mrugała.
W książce o ziołolecznictwie „Zielona czarownica” (niezły tytuł) znalazłam przepis na kurację stosowaną w czasie chrypy u dorosłych:

Zalej na 2 godziny 100 g świeżego, posiekanego korzenia chrzanu 600 ml gorącej wody i dodaj trochę miodu. Pij bardzo powoli łyżeczką, powtórz kurację dwu- lub trzykrotnie.

Siebie samą leczyłam w czasie ubiegłorocznych infekcji mocząc nogi w naparze z gorczycy. Kiedy czułam, że coś zaczyna mnie łamać przygotowywałam wieczorem miskę bardzo, bardzo gorącej wody, do której wsypywałam garść rozdrobnionej gorczycy. Stopniowo dolewałam gorętszej wody (z czajnika), do granicy wytrzymałości, a kiedy stopy były już efektownie czerwone, szybko je wycierałam, zakładałam skarpetki i chowałam się pod kołdrą. Uczucie nieziemskie! I naprawdę mnie to stawiało na nogi.
Kiedy pojawia się katar odstawiam dzieciom nabiał i daję im więcej kaszy jaglanej (no, tylko Panience, Starszak nie lubi). Wiele osób uważa rosół za najlepsze jedzenie w chorobie. Rzeczywiście, rosół nazywany jest żydowską penicyliną i podobno wywar z długo gotowanego kurczaka jest bardzo zdrowy, ale w naszym wegetariańskim domu posilamy się roślinnym rosołem z przepisu Marty. Pamiętam jak zeszłej zimy siedziałam na L4 – wstawałam z łóżka tylko po to, żeby go nastawić. Warzyw nie trzeba do niego obierać, a kiedy sobie mrugał przed trzy godziny, ja powoli głodniałam czując jego zapach.
Nie zapominałam też wtedy o syropie z cebuli. To specyfik, który przygotowuję i dla dzieci, i dla siebie. Kiedyś pediatra zapisała mi go w zaleceniach – byłam w siódmym niebie, że trafiłam na taką lekarkę! Niektórzy przygotowują też syrop z czosnku, podobie jak cebulę krojąc go i zalewając miodem.Niekiedy takie domowe sposoby nie działają i trzeba zwrócić się do lekarza. Bezobjawowe zapalenie oskrzeli to nic fajnego i lepiej tego nie przeoczyć. Ale bywa często, że solidne wygrzanie się i wypocenie połączone z kuracją z miodu i czosnku stawia na nogi. A jeśli doda się do tego świeże powietrze, sporo snu i dużo picia – można naprawdę szybko zapomnieć o tym, że jakaś infekcja się zbliżała.