Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało ankietę internetową w której można samodzielnie wskazać jakie książki powinny znaleźć się na podstawówkowej liście lektur. Ankieta jest otwarta dla wszystkich i można podać aż pięć swoich propozycji. Żeby dodatkowo wszystkich zachęcić do udziału, wśród osób wypełniających ankietę zostanie rozlosowanych 10 czytników e-booków. Aż żal nie brać w tym udziału! Ankietę znajdziecie tu: KLIK
 

Sam pomysł przygotowania takiej ankiety jest świetny. Ministerstwo dostrzega, że skostniała lista lektur i dramatyczne statystyki czytelnictwa w Polsce muszą mieć związek. A część książek, które czytają dziś dzieci w szkole to te pozycje, które zanudzały też ich rodziców. Bardzo jestem ciekawa, jakie książki będą miały najwięcej zgłoszeń i z ciekawością będę śledzić wyniki ankiety.
Propozycje, które podałam, to książki, które czytałam Starszakowi. Polubił je, zaciekawiły go, mogliśmy potem o nich porozmawiać. To nie zawsze są książki nowe i nie zawsze niosą w sobie jakiś bardzo poważny przekaz. Uważam, że literatura jaką podsuwa się dzieciom dopiero zaczynającym samodzielnie czytać powinna przede wszystkim zachęcać do czytania, a nie tylko moralizować, chociaż promowanie pewnych postaw jest po prostu potrzebne.
Moja lista:
1. Ronja, córka zbójnika – Astrid Lindgren
To jedna z moich ulubionych książek dla dzieci i dorosłych. Mądra, zabawna, porywająca. Klasyka literatury! Uwielbiam matkę Ronji, rozczula mnie jej ojciec i jego stosunek do córki. To naprawdę obowiązkowa lektura. KLIK
2. Sposób na Elfa – Marcin Pałasz
Kiedy ze Starszakiem męczyliśmy się nad „Puc, Bursztyn i goście” myślałam o tych opisywanych psiakach, które wszyscy ludzie traktowali dość beznadziejnie. Książki o zwierzętach są fajne, a książki promujące dobry stosunek do zwierząt – jeszcze fajniejsze. Sposób na Elfa to opowiastka, w której częśc narracji należy do psa, czyli Elfa. Psa, którego wzięto ze schroniska. Starszak czytał tę książkę sam, chichotał, nie mógł się oderwać. Przyjemne z pożytecznym. KLIK
3. Mania czy Ania, Erich Kastner
Kolejna krótka opowiastka, którą z wypiekami czytałam jako 7- czy 8-letnia dziewczynka. To opowieść z serii „i żyli długo i szczęśliwie”, a warunkiem szczęśliwości jest ponowny ślub rodziców i połączenie rodziny. Z jednej strony banał, z drugiej – niezwykle zabawna i bardzo ciepła opowieść o tym, że dziecko potrzebuje w domu równowagi. I nie chodzi tu o przekaz, że dziecku do szczęścia konieczni są oboje rodzice, tylko o potrzebę znalezienia równowagi między pracą, a rodziną. O to, że dziecko jest najszczęśliwsze, gdy rodzina ma swoje rodzinne sprawy, a życie nie koncentruje się na szkole i pracy. KLIK
4. Dzień Cukierka bez Papierka czyli Ekozosia sprząta świat, Katarzyna Sowula
Zabawna historyjka o dziewięcioletniej Zosi, która ma misję. Starszak połknął tę książkę prawie na raz. Wczesne klasy podstawówki to tak naprawdę ostatni moment na rozbudzanie w dzieciach świadomości ekologicznej tak, by na przykład segregowanie śmieci było dla nich czymś naturalnym. Ziemię mamy tylko jedną, a śmieci co raz więcej… KLIK
5. Ciepło – zimno. Zagadka Fahrenheita, Anna Czerwińska – Rydel
Co to jest termometr? Jak mierzy się ciepło? Dzieci zadają mnóstwo pytań… Chciałabym zgłosić całą Trylogię Gdańską, ale zdecydowałam się na tę część, od której zaczęliśmy. Opowieść trochę detektywistyczna łączy w sobie ciekawy tekst, sporo wiedzy przystępnej dla dziaciaków no i kapitalne ilustracje. Inne części dotyczą Jana Heweliusza oraz Artura Schopenhauera. Tak, o Schopenhauerze można pisać dla dzieci w sposób, który je zainteresuje! To książki teoretycznie przeznaczone dla dzieci od 12 roku życia. Świetnie sprawdzają się jako lektury dla 8 i 9 latków! KLIK
Jakie są Wasze propozycje? Zastanówcie się i głosujcie!