Jechałam dziś komunikacją miejską z miłą mamą (chyba) i miłym dzieckiem (na oko 2,5 roku). Trochę na nich zezowałam, bo byłam po całym dniu bez swoich dzieci i zaczynałam tęsknić. W pewnym momencie zwrócono mamie uwagę, że dziecko trzyma buty na siedzeniu. Zareagowała od razu, przesunęła chłopcu nóżki, a potem, gdy znów chciał je podnieść, powiedziała „przyjdzie pan!”.