W naszym domu zrobiło się gęsto. Już nie pamiętam, kto był pierwszy, chyba Bekuś. Trochę dziecko, trochę kózka. W zależności od dnia i potrzeb. Bekuś chodził z nami wszędzie, zasypiał z Panienką. Trzeba było pamiętać o tym, że Bekuś łatwo się męczy i nosić go na rękach. Czasem łobuzował, jak to maluch. Pojawił się też mały Aleksander, dzidziuś, młodszy brat Panienki. Bardzo o niego wszyscy dbaliśmy. Na końcu przyszedł Pako – pies. Na spacerach zawsze na smyczy. Któregoś razu na boisku pojawiła się cała drużyna dzieciaków grających.. Read More