Fundacja „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom” wydała książkę, zbiór wierszyków dla dzieci, która w grudniu 2013 r. rozdawana była na porodówkach. Celem tej akcji było zachęcanie młodych rodziców, by czytali swoim dzieciom od pierwszych dni. Cel szczytny, a Fundacja zasłużona. Z pozoru wszystko wygląda świetnie.
Książkę pobrać można na stronie Fundacji TU, co właśnie zrobiłam. A potem wszystko mi opadło, ponieważ czegoś tak brzydkiego i literacko złego dawno nie widziałam. No, może, w jakimś supermarketowym koszu z książeczkami drukowanymi w Chinach.

Myślę, że każdy rodzic o średnio wyrobionym zmyśle estetycznym z miejsca odrzucił to paskudztwo wyglądające jak wprawka początkujacego ilustratora uczącego się obsługi Painta. Nie rozumiem, dlaczego finansujące książkę Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie wykorzystało bliskiego sąsiedztwa swojej siedziby z ASP, gdzie wykładają najlepsi projektanci książek, spod których skrzydeł wyfruwają liczni twórczy, zdolni ilustratorzy. Mamy w Polsce bardzo wielu wspaniałych twórców ilustracji dziecięcej i aż się prosi, żeby taka książka była efektem np. pracy dyplomowej studentów Pracowni Projektowania Książki… Popatrzcie chociażby na stronę Buszmeni, na której prezentowane są prace studentów prof. Buszewicza. Ola Cieślak, Jan Bajtlik, Mizielińscy, Marianna Oklejak… To tylko kilka nazwisk, a ich siłami można zrobić kilka pięknych książek w miejsce tej jednej brzydkiej.
Dzieci nie tylko słuchają, ale i patrzą. Nie wychowa się wrażliwych na piękno dorosłych podając im brzydkie książki. Czy z dzieci, które dostały tę książeczkę, wyrosną graficy projektujący plakaty wiszące w przestrzeni miejskiej, architekci, nauczyciele i wszyscy ci, dla których wygląd świata też jest ważny, więc na przykład nie rzucają petów na chodnik, żeby nie zaśmiecać krajobrazu? Jeśli zaniedbamy TERAZ zmysł estetyczny naszych dzieci, to na starość będziemy żyć w TAKIM świecie.
Wartość literacka tej książeczki to kolejna sprawa. Żeby zachęcić rodziców do czytania nie wystarczy powiedzieć im, dlaczego to jest ważne. Nie wystarczy wypunktować zalety czytania dzieciom i podać kilka historii dzieci, którym czytanie pomogło. Rodzic musi to czytanie lubić, mieć z tego przyjemność. Z czytania wierszyków zamieszczonych w tej książeczce przyjemności mieć nie można i kilka rodzynek pod postacią wierszy Tuwima, Papuzińskiej, Porazińskiej, Szelbirg – Zarębiny niestety nie pomaga.
To jest kolejna rzecz, której nie rozumiem. Zlecenie jednej autorce przygotowania wierszyków na potrzeby publikacji zamiast przygotowania solidnej kompilacji klasyki polskiej poezji dziecięcej? Mamy co czytać dzieciom. Poza wspomnianymi wyżej autorami jest jeszcze Jachowicz z jego Chorym kotkiem, Kraszewski z Dziadem i babą, Konopnicka i jej Śligawka, Brzechwa, Kern, Gałczyński…. I wielu, wielu innych.
Lubię czytać dzieciom. Nie tylko wiersze, ale i opowiastki, dłuższe formy. Co wieczór coś czytamy, teraz ze Starszakiem Muminki, a z Panienką różnie, co zdejmiemy z półki albo akurat wypożyczymy z biblioteki. Gdybym miała czytać o smoku Foniu to pewno już dawno zarzuciłabym ten zwyczaj.
Sama idea Pierwszej Książki jest bardzo fajna. Wykonanie jest fatalne i to są naprawdę wyrzucone publiczne pieniądze. Pozostaje więc wydać trochę własnych kompletując biblioteczkę. A jest na szczęście z czego. Przedstawię Wam kilka moich propozycji takich pierwszych książeczek dla dzieci. Każda z nich została przez nas przetestowana. Zdjęcia ze stron wydawców.

1. A kuku, Miffy, wyd. Format

 

 

Tekturowa książeczka, proste, ładne ilustracje, rysowane grubą kreską. A kuku było naszą pierwszą zabawą, a hasło „mam cię misiu!” słychać w naszym domu jeszcze teraz, gdy Panienka wyrosła z Miffy.

2. Gdzieżeś ty bywał, czarny baranie i cała seria z polskimi piosenkami, wyd. Muchomor

Tekturowe książeczki, genialnie zilustrowane, do śpiewania. Baran, dwa Michały, Krakowiaczek… Do dziś wspominam, jak całą rodziną śpiewaliśmy na cztery głosy piosenkę o baranie spacerując po plaży. Panienka miała niecałe półtora roku, ale znała wszystkie słowa i potrafiła udając bas zaśpiewać „kluseczki z miseczki mościwy panie!”. Polecam te książeczki z czystym sumieniem.

3. Różnimisie, wyd. Dwie Siostry

Książeczka do oglądania, wodzenia paluszkiem po konturach misiów, głaskania chorego i śmiechu przy sytym. Bawi nas do dziś.

4. Od 1 do 10, wyd. Dwie Siostry

 

Dzieci lubią rymy. Cieszą się i śmieją słysząc zdania, w których pojawiają się rymy, które mają fajny rytm. I chyba całkiem przypadkiem to właśnie lektura tej książeczki nauczyła Panienkę liczyć, aktualnie już do 20. Nie wiem jak to zrobiła, ale Ola Cieślak jej w tym pomogła, przynajmniej do połowy. Cztery krępe bulteriery skradły nasze serca.

5. Basia, Franek i…., wyd. Egmont

Basia pokazuje świat młodszemu bratu. Tekturowe książeczki bardzo szybko zainteresowały Panienkę, a seria o Basi i Franku szczególnie przypadła mi do gustu. Wiedziałam, że gdy wyrośniemy z małych książeczek, duża seria o Basi będzie jak znalazł.

6. Wierni przyjaciele, wyd. Znaki Czasu

 

Wierni przyjaciele to seria z mojego dzieciństwa. Gdy jako dorosła osoba czytałam księgi prorockie, co chwila uśmiechałam się „znam tę historię!”. Dziś Panienka wkłada do wiklinowego koszyczka swoją lalkę i mówi „śpij Mojżeszku”, a na podwórku bierze kijek i mówi „jestem Dawidem, opiekuję się owieczkami”. Starszak historię Estery zna na wylot, a gdy ktoś powie „Samuelu! Samuelu” założę się, że będzie umiał opowiedzieć kto i do kogo tak mówił. Nie jesteśmy religijni, ale wierzę, że bez znajomości Biblii nie można być wykształconym Europejczykiem. To nie jest seria dla maluszków, ale dwulatek spokojnie już wysłucha historii o nowym płaszczu Józefa czy o zwierzętach w arce.
7. Na koniec, bez ilustracji, ponieważ jest to seria z której mamy tylko dwa tomy wspomnianych Muminków. Słynne „Poczytaj mi mamo”, wybory wierszy Tuwimów, Kerna, Brzechwy i innych. Nasza Księgarnia działa solidnie.