Mam trochę kłopot z tytułowym zdaniem. Nie jest ani całkowicie prawdziwe, ani całkowicie fałszywe. Nie mogę powiedzieć, że żyjemy w czasach, kiedy inni chcą nam wmówić co mamy robić, bo było tak zawsze. Teraz dzięki mediom mają jednak do nas większy dostęp, a największą sztuką jest tak przekonać do czegoś konsumenta, żeby ten uważał, że podjął samodzielną decyzję.

Mama wie najlepiej?

 
Czy rodzice, którzy decydują się na pobranie krwi pępowinowej zostali do tego przekonani, czy też sami podjęli taką decyzję? Wymaga to wczesnego odcięcia pępowiny, więc wiadomo, że dziecko nie odzyska całej krwi z łożyska. Krew pępowinowa może się kiedyś przydać, ale nikt nie ma tej pewności.
Czy mama, która w ciąży podejmuje decyzję o tym, że nie będzie karmić piersią podejmuje ją w pełni świadomie, wiedząc co dla jej dziecka najlepsze? Czy może miliony złotych przeznaczane na reklamy mieszanki, plakaty z butelkami w przychodniach, hasła „inspirowane mlekiem mamy” oraz smoczki rzekomo antykolkowe miały w tym swój udział?
 
 
Jakiś czas temu w sieci krążył plakat przygotowany przez logopedów. Hasło jest krótkie: Dwa słowa na dwa lata to o 270 za mało. Razem z plakatem bardzo dużo komentarzy. O pediatrach, którzy mówią, że jest jeszcze czas. O starszym dziecku, które rozgadało się w przedszkolu. Często pojawia się zdanie, że rodzic najlepiej zna swoje dziecko i widzi, jeśli wszystko jest ok. A nie jacyś logopedzi nie wiadomo skąd. Ale ci logopedzi znają się na rozwoju mowy dziecka lepiej niż rodzice, którzy stosownego wykształcenia nie mają. Można poczytać tu KLIK
 
 
Nie wierzę w to, że mama zawsze wie, co dla jej dziecka dobre. Kiedy dwuletni Starszak dostawał słoiczkowe zupki, to z cała miłością robiłam głupio nie wiedząc, co dla niego dobre. Skorzystali na tym tylko producenci. Kiedy rodzic daje klapsa to może być przekonany, że robi dobrze. W końcu jego bili i wyrósł na odpowiedzialnego człowieka.
 
W pewnym momencie trzeba się zastanowić, jak znaleźć złoty środek między rodzicielską intuicją, a słuchaniem rad specjalistów. I jeszcze spróbować odsiać to wszystko, co wkładają nam do głów spece od marketingu.
 

Intucja vs wiedza

 
Wychowywanie dziecka wymaga od rodzica pokory i przyjęcia, że nie jest wszechwiedzący. Można intuicyjnie czuć, że dziecko jest chore chociaż jest tylko senne i wymóc wizytę domową by dowiedzieć się o grypie. Ale można też zgodzić się z opinią pediatry w czasie bilansu, że dwulatek nie mówi i to norma, a za rok dostać diagnozę „autyzm”.
 
Jeśli czytasz ten wpis, to znaczy, że masz dostęp do internetu. Możesz przeczytać Kartę Praw Pacjenta, przejrzeć ustawy dotyczące opieki okołoporodowej. Możesz zobaczyć aktualną piramidę żywienia (żeby na przykład stwierdzić, że parówki na śniadanie, kotlet na obiad i kanapka z wędliną na kolację to nie jest dobra dieta nawet, jeśli są to produkty dobrej jakości). Możesz poszukać informacji o tym, jak przestać dawać klapsy. Poza strumieniem reklam i bzdur, jest tu też konkretna wiedza.
 
 
Mama – a raczej rodzic – powinien dążyć do tego, żeby wiedzieć, co dla jego dziecka jest dobre. A że nie da się wiedzieć wszystkiego, musi umieć znaleźć dobrych specjalistów. Jeśli to niemożliwe, musi wiedzieć jakie pytania zadawać, by od swojego lekarza wyciągnąć jak najwięcej. Czasami też trzeba powiedzieć „poproszę o decyzję na piśmie”. Jeśli lekarz mówi, że 4-miesięczne dziecko słabo przybiera i powinno się dać mu zupkę, to trzeba po prostu zapytać „co takiego jest w marchewce, że jest bardziej odżywcza od pokarmu matki?”. Tu chodzi o zdrowie dziecka, w czasie wizyty nie trzeba grzecznie kiwać głową.

 

 
Znam kilka przypadków rodziców, którzy twierdząc, że wiedzą co dla dziecka najlepsze, nie podjęli odpowiedniej terapii w poradniach specjalistycznych. Często wiązało się to z niechęcią do przyznania, że ma się chore dziecko – również przed samym sobą. Dzieciom diagnozowanym późno trudniej pomóc i to one najbardziej na tym tracą.