Ostatnio nabyłam drogą kupna plastikowy flet. Jest to instrument, na którym uczy się grać w szkole Starszak. Nie wygląda na zachwyconego, pomimo entuzjastycznych zachęt Ojca Dzieciom. Starszak nie ma w szkole osobnych zajęć z muzyki, takie pojawiają się dopiero na planie 5 klasy (przynajmniej w naszej szkole). Ja ze swoich lekcji muzyki wyniosłam niewiele, kompletnie nie znam nut i zapamiętałam jedynie słowa piosenki „Przybyli ułani pod okienko”. Jak na kilka lat nauki….słabo.

Muzyka w naszym domu jest obecna praktycznie bez przerwy, chociaż bardzo brakuje mi wiedzy teoretycznej, mam dość słaby słuch muzyczny, a to, jak gra gitara basowa usłyszałam dopiero wtedy, kiedy Ojciec Dzieciom usiadł przede mną z gitarą i zagrał. Samo słuchanie, nawet pomimo moich braków, daje mi tak dużo przyjemności, że chciałam nauczyć dzieci cieszenia się dźwiękami
Jestem mamą, która czasami włącza dzieciom bajkę, żeby zyskać chwilę na spokojne zajęcie się jakąś czynnością. W związku z brakiem telewizora w domu (z wyboru), włączam bajkę na komputerze. Panience najchętniej odcinek z serii „Mali Einsteini”. To opowiastki o grupce dzieci i ich przygodach. Bardzo fajne i edukacyjne, wyróżniające się tym, że każdemu odcinkowi patronuje jedno dzieło sztuki plastycznej i jeden utwór. Na przykład Taniec Węgierski Brahmsa czy Oda do radości Beethovena. Po odcinku w którym pojawiła się V Symfonia Beethovena Ojciec Dzieciom wyjął stosowną płytę i włączył, a dzieci od razu zareagowały „olbrzym Forte, olbrzym Forte!”, a potem okazało się, że wiedzą co znaczy forte, piano, presto i kilka innych jeszcze! Więcej niż ja po mojej edukacji muzycznej….
Widząc, że zarówno Starszak jak i Panienka żywiołowo reagują na Beethovena postanowiliśmy dalej iść tym tropem. Ojciec Dzieciom włączył któregoś razu Karnawał zwierząt Camille’a Saint – Saensa, czyli kilkanaście króciutkich utworów poświęconych różnym przedstawicielom fauny. I teraz bawimy się w odgadywanie, kogo teraz słyszymy? To słoń? Nie, lew! A to? Rybki! Tak, Akwarium to mój ulubiony fragment…
Kolejnym ulubieńcem jest Dziadek do orzechów Czajkowskiego i suita z Krainy słodyczy. Tańce: arabski, chiński, rosyjski – słuchamy i szukamy w nich, kawy, herbaty, czekolady…Co nam pasuje? Gdzie słyszymy dźwięki porcelany? Albo Taniec Wieszczki Cukrowej...uwielbiam. Słuchając tego rozmawiamy sobie czasem o rożnych zwyczajach (herbata z masłem! brrr…), wspominamy ze Starszakiem przedstawienie baletowe na którym byliśmy zeszłej zimy i okropnego, paskudnego Króla Myszy. „Dziadka do orzechów” przeczytałam też Starszakowi do snu, mamy tu więc komplet. No i tematy do przyjemych rozmów.
To nie jest jedyna muzyka, jakiej słuchamy, ale moim zdaniem to bardzo dobry początek dla dzieci. Te rzeczy są same w sobie piękne, niosą zawsze jakąś historię, można traktować je jako ilustracje do rysunków, naprawdę puścić wodze fantazji… Bo poza tym lubię z dziećmi pośpiewać o tych ułanach, co pod okienkiem albo o strzelcach co szary strój mają. To moje piosenki z dzieciństwa. Czasami też im podśpiewuję szemraną piosenkę o psie, co wpadł do jatki, której nauczył mnie Ojciec, a jego nauczyła babcia, urodzona gdzieś w latach ’70 czy ’80 XIX wieku.
Zbliżają się święta, które tradycyjnie łączą się ze śpiewaniem. Polskie kolędy są naprawdę przepiękne i myślę, że warto się ich uczyć i śpiewać je z dziećmi. To daje niesamowicie dużo radości. Ja już przygotowuję sobie mały wybór, ćwiczę teksty i powoli zacznę podśpiewywać…
Poza kolędami polecam serdecznie zbiór wydany z płytą „Co babcia i dziadek śpiewali kiedy byli mali„, gdzie znaleźć można takie melodie jak „Budujemy mosty”, „Płynie Wisła, płynie” czy „Czarny baran”. To naprawdę bardzo ciekawa propozycja, szczególnie, że wszyscy przecież te piosenki znamy… Szkoła być może nie nauczy naszych dzieci, że muzyka to przyjemność. A wejście w świat dźwięków to prawdziwa przygoda – bogactwo melodii, instrumentów, harmonii. Aż żal tego nie odkrywać!