Irena Chołuj to instytucja. W 1964 roku skończyła studia położnicze i od tego czasu jest czynna zawodowo. Przeszła drogę od położnej pracującej w szpitalu do położnej przyjmującej porody domowe. Do tego w pewnym sensie zmusili ją rodzice – para, która bardzo chciała rodzić w domu i namówiła Irenę (czy mogę tak, po imieniu? To tak ciepła, cudowna osoba, że czuję, że nie naruszam zasad…), by im pomogła. Udało się, a Irena odkryła nową jakość pracy z rodzącymi.

W ciąży z Panienką przeczytałam książkę „Poród domowy”. I chociaż nie urodziłam w domu, to polecam tę pozycję wszystkim koleżankom w ciąży. To niezwykła książkam, spełniająca kilka funkcji. Po pierwsze, to prawdziwy balsam. Kojąca, piękna lektura, relacje z porodów domowych. Po drugie, to gigantyczna dawka wiedzy. Autorka wplata mnóstwo informacji na temat mechanizmu porodu, ciąży i wiedzę tę przyswaja się naturalnie. Dowiedziałam się z niej naprawdę bardzo, bardzo dużo.

 

 

Książka którą przeczytałam teraz, to „Urodzić razem i naturalnie”. To późniejsza pozycja, zdecydowanie łatwiejsza do kupienia. Mam co do niej mieszane uczucia, ponieważ nie bardzo wiem, dla kogo jest przeznaczona. I myślę, że wbrew intencjom autorki – jest to jednak książka dla lekarzy i położnych, a nie dla rodziców oczekujących. Opowieści porodowe, zgromadzone w drugiej części publikacji, są wspaniałe. Czytałam je z prawdziwą radością. Kobiety piszące o sobie, że są mało odporne na ból, mało wytrzymałe – przyjmowały potem ból porodowy spokojnie, mając wspaniałe wsparcie partnera i położnej, Nigdy nie pojawiło się zdanie, o tym, że ból jest straszny, że to cierpienie. Wielokrotnie czytałam natomiast o „potężenej sile”. Kobiety były zaskoczone, jaką siłą jest poród, jaką siłę one same mają. Potęga – ale nie zniewolenie. Wszystkie czuły się twórcze i sprawcze.
Bardzo cenne są też relacje ojców, którzy nie zostali sprowadzeni do roli biernych obserwatorów, nie skupiali się tylko na robieniu zdjęć. Oni też rodzili.
I ta właśnie część książki jest jak najbardziej dla rodziców.

 

Wcześniejsza jest raczej skierowana do specjalistów. I byłoby fantastyczne, gdyby osoby zawodowo zajmujące się kobietami rodzącymi miały za sobą tę lekturę.
Książka zawiera ilustracje – zdjęcia z porodów domowych robione przez Irenę. Niektóre naprawdę piękne, wzruszające, ilustracje czułości i miłości. Niektóre techniczne, prezentacje pozycji porodowych. I kiedy byłam w ciaży to z premedytacją nie przeczytałam tej książki, bo nie chciałam oglądać zdjęć wyłaniającej się główki. Czułam wewnętrzny opór – do tego stopnia, że gdy rodziłam i położna zaproponowała, żebym dotknęła główkę, odmówiłam.
Moim zdaniem, to jest część dla profesjonalistów, nie dla rodziców. Oczywiście, to moja wrażliwość, inni być może mają zupełnie inne spojrzenie.

 

Irena Chołuj jest osobą, która pomogła niezliczonej rzeczy rodziców. Nie tylko tym, którym dzieciom pomogła przyjść na świat. Ja też, chociaż nie rodziłam z nią, mam wobec Ireny dług wdzięczności. Mam nadzieję, że dzięki swojej pracy ze studentami, studentkami położnictwa pomogła przyjść na świat kolejnym uważnym, czułym położnym.