Od jakiegoś czasu ciągle słyszę o tym, że czyjeś dziecko ma skazę białkową. To chyba teraz dość częsta diagnoza i kiedy Panienka była mała też to usłyszałam – teraz już wiem, że raczej bezpodstawnie.
Co to zazwyczaj oznacza dla karmiącej piersią matki? Odstawienie z diety cielęciny, wołowiny i wszelkiego nabiału krowiego pochodzenia. Powszechne wyobrażenie o takiej diecie to długie tygodnie na ryżu, indyku i marchewce, nuda, monotonia i wypadające zęby. Można się załamać. Dla tradycyjnie odżywiającej się kobiety rezygnacja ze wszystkich produktów mlecznych może być bardzo, bardzo ciężka. Pamiętam jak trudno mi było znaleźć margarynę beż żadnego dodatku mleka… I nagle okazało się, że mleko jest wszędzie! Spragniona słodyczy odkryłam przyjemność, jaką dają chałwa i sezamki…

Nie będę tu dyskutowała z samą ideą diagnozowania skazy białkowej, nie jestem lekarką. W naszym przypadku było to raczej nietrafione. W każdym razie miałam okazję trochę przyjrzeć się swojej diecie, co zawsze jest pożyteczne. Wielu lekarzy stwierdzając skazę białkową od razu przypisuje hydrolizat białkowy, w ogóle nie podejmując tematu karmienia piersią i diety. Wiele kobiet nie wytrzymuje na restrykcyjnej diecie bezmlecznej. Życie z maluchem jest i tak wymagające.

 

Kiedy jest się mamą karmiącą i trzeba włączyć dietę to na początku nie jest lekko. Raczej nie ma co liczyć na pomoc pediatry. Niestety, nasi lekarze mało wiedzą o karmieniu piersią. Warto udać się do poradni laktacyjnej – tam uzyska się pomoc w skomponowaniu diety, łącznie z przepisami. Pojawia się co raz więcej dietetyków i dietetyczek specjalizujących się w pomocy kobietom karmiącym, które muszą zmienić sposób odżywiania.
Ale to prawda, że w takiej sytuacji widać bardzo dobrze jak wygląda terror laktacyjny po polsku. Receptą na pierwszą trudność jest butelka z mieszanką.
Wśród moich znajomych są i weganie. Ja sama zaczynam odkrywać przyjemność gotowania wegańskiego. Nie dojrzałam jeszcze do całkowitego przejścia na taką dietę, ale kto wie?
Chciałabym napisać dziś o tym, że dieta bezmleczna – czy to karmiącej matki, czy to dziecka – nie oznacza diety pozbawionej kolorów, smaków i wartości. Wręcz przeciwnie, można odkryć wspaniałe kulinarne kontynenty. Co więcej – takie gotowanie nie musi być trudniejsze, bardziej wymyślne i może zadowolić gusta całej rodziny. Nie trzeba gotować dwóch obiadów – dla karmiącej mamy i dla reszty domowników. Wszyscy mogą zjeść wegański obiad i jeszcze poprosić o dokładkę.
Pozostaje pytanie – co z wapnem? Nie ma mleka, co robić? Otóż nie przejmować się, przede wszystkim. Produkty mleczne nie są jedynym źródłem wapnia, a jak pisałam już wcześniej, przy dużym spożyciu białka wapń gorzej się przyswaja, tak więc paradoksalnie nie jedząc mleka można sobie poprawić przyswajanie wapnia.
Do bogatych źródeł wapnia należą na przykład brokuły. Kto by pomyślał…Świetne są migdały i suszone figi. Można pić wzbogacone wapniem mleko sojowe, jeśli się chce mieć to na piśmie ;) Polecam też sezam, jest bardzo bogaty w wapń. To wspaniały dodatek do wszystkiego. Do tego tofu, melasa, biała fasola, soczewica, natka… Nie tylko jogurty, jak widać.
Pysznym śniadaniem jest jaglanka, zapraszam do skorzystania z mojego przepisu. Wzbogacona siemieniem lnianym i sezamem, z dodatkiem migdałów, rodzynek (witamina C!) aż kipi dobrem. I do tego jest taka pyszna. Dla odmiany – szakszuka. Cudowne izraelskie śniadanie, ulubione i świetne danie też na kolację. Przepis KLIK
Polecam Wam przejrzeć kilka blogów, z których ja sama bardzo często korzystam. Przepisy Marty z Jadłonomii to klasa. Uwielbiam je. Zaglądam na I can’t believe it’s vegan, a Kasia z Sur Nos Tables robi do tego świetne zdjęcia. Matka Weganka  jest autorką bitej śmietany z mleka kokosowego, za którą należy się Nobel w dziedzinie poezji. Na Ammniam znajdziecie za to mnóstwo dań bez jajek, laktozy lub glutenu.
To co, jutro na śniadanie jaglanka, na obiad zupa krem z pieczonego kalafiora i kotleciki gryczane, a na kolację pita i hummus? :) I po całym dniu nawet się nie zorientujecie, że było 100% bezmlecznie :)
P.S Pisząc tego posta uświadomiłam sobie, że to przecież Tydzień Weganizmu. Nie planowałam tak się wstrzelić :)