Spędziłam wczoraj dobre 30 minut w sklepie z bielizną mierząc biustonosze i zainspirowało mnie to do napisania notatki o piersiach. O bieliźnie będzie później.
Podobno niektórzy/niektóre uważają, że karmienie piersią niszczy biust. Z tego, co zorientowałam się studiując różne źródła, największy wpływ na kondycję piersi mają zmiany hormonalne w czasie ciąży. O wpływie na biust wahań wagi też można dużo pisać…
To tak tytułem wstępu. Mam za sobą spore wahania wagi, dwie ciąże i karmię piersią w sumie dwa lata. Sporo tego.

Spotykam się czasem z opinią kobiet, że karmienie piersią sprawia, że ich biust przestaje być obiektem seksualnym, a staje się sprzętem AGD. Twierdzą, że karmienie „odbiera” piersi kobiecie, sprowadza je do roli podajnika pokarmu.
Można z tym wszystkim polemizować. To, czy karmiący biust pozostanie jednocześnie biustem seksualnym, zależy tylko i wyłącznie od kobiety i jej nastawienia. Mam wrażenie, że przyjęcie karmienia piersią jako aktu naturalnego, pozwala oswoić tę czynność. Skoro urodzenie dziecka jest konsekwencją miłości, czy karmienie piersią tegoż poczętego w wyniku miłości dziecka jest tak bardzo od owej miłości odległe? Pierś karmiąca piersią pozostaje. Czy róża nazwana kapustą przestaje pachnieć? ;)
Wiele kobiet martwi się, że ich biust po ciąży i karmieniu nie jest już taki „jak kiedyś”. Czyli zazwyczaj młody, jędrny i sterczący. Dobrze, że mieliśmy Starowieyskiego i jego przekonanie co do tego, co powinno się dziać z biustem… W każdym razie, lęki, że piersi po ciąży i karmieniu nie będą już atrakcyjne, są smutnym świadectwem tego, co zrobiła z naszymi umysłami kultura współczesna i jak definiujemy pojęcie atrakcyjności. Przypomnę, jak wyglądał u zarania dziejów ideał kobiety:
Oraz jak wyobrażano sobie wielką matriarchalną boginię:
Urocze, prawda? Kanon urody zmienił się i zmieniać będzie. Najprościej i najzdrowiej nie przywiązywać więc do niego wielkiej wagi. Oczywiście, że będąc osobą wychowaną tu i teraz, mam wdrukowany w mózg obraz „biustu idealnego”. Czy jednak powinno to sprawić, że w ramach ochrony piersi powinnam zweryfikować swoją opinię o ciąży i karmieniu? ;) Piersi karmiącej matki są piękne właśnie dlatego, że są piersiami karmiącej matki. I tego powinnyśmy się trzymać, drogie panie.
Nie jestem jednocześnie zwolenniczką lekceważenia tego, co czas, zmiany wagi i huśtawka hormonalna robią z piersiami. Skoro już ustaliłam, że lubię je, bo je lubię, to mogę swobodnie zadbać o nie tak samo, jak dbam o skórę na twarzy, dłonie i łydki. Jednym z elementów tej pielęgnacji jest noszenie dobrze dobranej bielizny. To temat na dłuższy wywód, więc zrobię to następnym razem.
Aha, jeszcze jedna, ważna sprawa:
Nigdy, przenigdy nie powiedziałam, że „karmię cycem”. Na pytanie „czy dziecko ciągnie w nocy” nie odpowiadam. Nie uznaję tego języka. Nigdy w życiu nie podałam dziecku „cycka”, nie mam „cycuszków” i nie mówię do swej córki „chcesz cycusia?”. Kiedy mam zamiar ją nakarmić, mówię „chodź, dostaniesz jeść”. Kiedy jest smutna, źle się czuje albo płacze, mówię „kochanie, przytul się do piersi”. Być może konsekwencja w posługiwania się takim językiem pomogła mi zachować piersi dla siebie. Wiem, że mam je przede wszystkim po to, by karmić nimi dzieci, a dokładniej Panienkę. Ale (co za szczęście!) moje życie nie sprowadza się do zajmowania się potomstwem. Co więcej, przyjdzie dzień, kiedy karmić już nie będę. I nie będę musiała „odzyskiwać” piersi dla siebie, bo nigdy ich nie straciłam.