I nadal cisza :)
Córcia fiknęła, jednak niestety z porodu w domu nici – nie spełniamy wszystkich warunków. Echh. Czasami myślę, że za kilka lat postaramy się o kolejne dziecię, by zobaczyć jak to jest rodzić we własnej sypialni :)
Tymczasem postanowiliśmy podpisać z naszą położną umowę i będziemy rodzić z nią w szpitalu. Tak na osłodę…
Nadal uważam, że poród w domu to doskonałe, bezpieczne rozwiązanie i jeśli tylko nie ma ku temu medycznych przeciwskazań – nie a potrzeby, by zamykać się w szpitalu. Szpital jest dla chorych..
Zajęłam się pieluszkami. Póki co mamy:

Czyli Flip Onesize. Super kolor, mnóstwo napów do ogarnięcia ;)

Czyli Imse Vimse bawełniane, jeden ze smokami, jeden w zwierzątka.
Pupeko, PULowy otulacz, polski producent, dobry polski handmade. My mamy w rozmiarze S, na zdjęciu jest onesize. Chodziło mi o oddanie koloru ;) 
Tyle w temacie otulaczy. Poza jednym uniwersalnym zdecydowałam się kupić trzy w rozmiarze dla noworodka. Mała ma być naprawdę nieduża, więc mam nadzieję, że to ekonomicznie uzasadnione ;)
A do tego, pieluszki właściwe:
Imse Vimse, pieluszka formowana z frotte, bawełna organiczna. Mój pomysł na noc i wyjścia. Zobaczymy, czy trafiony.
Pieluszkarnia, prefold czyli tetra bawełniana już zszyta specjalnie, z grubszą warstwą w środku. Mamy 12 sztuk w rozmiarze infant (pomarańczowe obszycie).
PoSkładane z Pupeko, czyli tetra przeszyta, gotowa do złożenia. Wygląda to bardzo fajnie. Sztuk 3, na początek. 
Pieluszka formowana „marynarska”, znowu Pupeko. Na zewnątrz bawełna, wewnątrz welurek, a w środku trzy warstwy mikrofibry. My mamy w wersji z rzepami. Pieluszka jest śliczna, aż szkoda kłaść na nią otulacz. 
No a do tego zwykła tetra, polska, tania, tzw. funkcyjna – do podłożenia, do otarcia, do wsadzenia w pieluchę. 
Zapomniałam o kupnie podstawowego sprzętu, jakim jest kubełek na brudne pieluszki ;)