Na naszej liście wyprawkowej nie znajduje się głęboki wózek. Przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że to zbędny wydatek. Mamy po Młodym spacerówkę, która przyda się jak tylko Junior usiądzie, czyli na przyszłą jesień. Do tego czasu chciałabym używać tylko chusty. Kiedy rodziłam Młodego, o chustach nie wiedziałam nic. Jakoś w 2006/2007 zaczęły się pojawiać w Polsce i przyglądałam się temu zjawisku z zainteresowaniem. A kiedy okazało się, że kilka moich koleżanek nosi chusty i bardzo dobrze radzi sobie bez wózka uznałam, że to temat wart pogłębienia.
Najpierw przygotowałam się teoretycznie. Intuicja podpowiadała mi, że dziecku w chuście jest miło i przyjemnie. Poczytałam i okazało się, że jest to też całkiem pożyteczne, np. przy rozwoju bioderek lub zapobieganiu wad postawy. No i jak by nie było – nie jest to nowa moda i nowy wynalazek, tylko sprawa stara jak macierzyństwo. W końcu jakoś te dzieci trzeba było kiedyś nosić i jednocześnie mieć wolne ręce :)

Kupiliśmy naszą pierwszą chustę – marki Hoppediz, model Paris.

 Jest to chusta tkana, którą można nosić od urodzenia do kiedy się uzna za stosowne. Sposobów wiązania jest wiele, w zależności od wieku dziecka, jego potrzeb i możliwości. Młody (20kg żywej wagi) został eksperymentalnie zamotany na plecach Taty, co obaj przyjęli z entuzjazmem. Wygodnie i plecy nie bolą!

Długość chusty to 4,6 m. Duużo! Za pierwszym razem na widok takiej ilości materiału trochę zgłupiałam. Zabawne jest to, że kiedy ja zamotam na sobie chustę, zostaje mi długaśny ogon. A kiedy zrobi to mąż – ledwo wystarcza :) Tak więc wybór długości był optymalny.
Na razie testuję wiązanie pt. kieszonka, które służy już od pierwszych dni życia dziecka, kiedy jest jeszcze malutką krewetką, która nie umie utrzymać główki.

Wygląda tak, jak prezentuje pan ze strony chustomania.pl. Oczywiście z braku dziecka używam zbliżonego gabarytami misia, co nie jest może rozwiązaniem idealnym, ale przynajmniej nauczę się jak opanować te prawie 5 metrów i się nie zabić przy tym.
Jak nam pójdzie z chustami? Nie wiem! Ale jestem dobrej myśli.