Moje dzieci są nieochrzczone, nigdy nie chodziły na religię. W naszym przypadku było stosunkowo łatwo – poza kilkoma komentarzami nie czułam ze strony rodziny presji. Dziś, kiedy dzieci mają 8 i 14 lat, nikt już o tym nie myśli. Wiem jednak, że nie zawsze tak jest. Znam historie rodzinnych awantur i presji tak wielkiej, że do chrztu prowadzono w końcu kilkulatka, dla świętego spokoju. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy jest możliwe, żeby niewierzący rodzice nie ochrzcili dziecka nie narażając przy tym na szwank relacji rodzinnych?

Większość Polaków to katolicy

Nawet, jeśli wśród naszych znajomych przeważają zupełnie świeckie rodziny, to statystyka nie kłamie. W 2018 roku GUS przeprowadził badanie, z którego wynika, że ponad 80% Polaków deklaruje się jako osoby wierzące, a 93% z nich to rzymscy katolicy. Połowa mieszkańców Polski chodzi do kościoła raz w tygodniu lub częściej. Jednocześnie spada liczba ślubów wyznaniowych, ludzie coraz częściej decydują się na ceremonie cywilne. Rezygnacja z sakramentu małżeństwa to często pierwszy krok. Potem, gdy pojawia się dziecko, niewierzący rodzice, co naturalne, nie chrzczą go.

Według Katechizmu Kościoła Katolickiego „Chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego”. To podstawa. Nie dziwi więc, że dla zaangażowanej religijnie rodziny informacja, że nowo narodzone dziecko nie zostanie ochrzczone może być trudna. I bywa, że młodzi rodzice decydują się, by ochrzcić dziecko tylko ze względu na rodzinę. Postanowiłam zbadać tę sprawę. Czy decyzja, by nie ochrzcić dziecka może mieć wpływ na relacje z własną rodziną? Jak pogodzić życie w zgodzie ze swoimi przekonaniami i życie w zgodzie z rodziną? Czy to możliwe?

Ankieta

Ogłosiłam, że szukam osób, które nie ochrzciły swoich dzieci i mogą odpowiedzieć na moje pytania. Chciałam dowiedzieć się, jakich argumentów w rozmowie z rodziną używają młodzi rodzice. Czy decyzja, by nie chrzcić dziecka wpłynęła na relacje z rodziną? Czy pojawia się presja, a może nieprzyjemne komentarze? A może jest to przyjmowane spokojnie, z akceptacją dla decyzji dorosłych ludzi?
Osoby ankietowane to czytelnicy i czytelniczki mojego bloga oraz obserwujący na Instagramie. To oczywiście wpływa na charakter badanej grupy. Większość ankietowanych to kobiety (59 kobiet i 5 mężczyzn) co jest zbliżone do statystyk odbiorców bloga i konta na Instagramie.

Jestem bardzo wdzięczna wszystkim osobom, które wzięły udział w ankiecie. Dziękuję za zaufanie, szczere odpowiedzi, poświęcony czas. Mam nadzieję, że ten tekst będzie pomocny. Jeśli myślisz o tym, by nie ochrzcić dziecka, to wiedz, że taką decyzję przed Tobą podjęło już wiele osób. Zobacz, z jakim efektem.

Decyzja

Pierwszym pytaniem otwartym ankiety było „Dlaczego zdecydowałaś/łeś się, by nie chrzcić dziecka?”. Odpowiedzi były przeróżne, od emocjonalnych odnoszących się do sytuacji w Kościele Katolickim w Polsce, po krótkie „jesteśmy niewierzący”. Ze wszystkich wynikało, że była to zgodna, wspólna decyzja rodziców. Kilka razy zdarzyło się, że pierwsze dziecko zostało ochrzczone, a kolejne już nie. Decyzja wynikała z refleksji nad sensem chrztu, czasem zmianą światopoglądu, utratą wiary.

Interesowało mnie, co mówią ludzie gdy pyta się ich, dlaczego nie ochrzcili dziecka. – jesteśmy niewierzący i nie zamierzamy wychowywać dziecka w wierze – odpowiedziała jedna z osób. Inna wyjaśniła: „sama nie jestem wierząca, więc nie chcę zobowiązywać się do wychowywania dzieci w wierze katolickiej”. Kolejna odpowiedź w podobnym duchu:

(…) nie chodzimy do kościoła, więc nie chcemy zapisywać do tej organizacji swojego dziecka. Jeśli ktoś mówi że to tylko chrzest i dziecko może zdecydować jak dorośnie czy chce chodzić do kościoła to odpowiadam, że zdecydowanie łatwiej jest się zapisać niż wypisać.


Dla części rodziców ważne jest, by dziecko samo mogło wybrać swoją drogę. – w co będzie wierzyło będzie jego własnym wyborem – napisała jedna z matek.

Mówię, że chcę żeby moje dziecko w przyszłości podjęło samo decyzję, że sakrament to poważna sprawa, ja nie chodzę do kościoła więc kto będzie się z dzieckiem modlił? Zależy mi na tym żeby wiara była prawdziwa i głęboka, w myśl, żeby być albo zimnym albo gorącym, a nie letnim.

wyjaśniła obszernie kolejna osoba. Pojawiła się też wypowiedź wierzącej kobiety:

Chcę aby mój syn dokonał świadomej decyzji. (…) chciałabym żeby wierzył w Boga i się ochrzcił (choć niekoniecznie w KK). Ale musi tego dokonać świadomie.


Chrzest to poważna sprawa nie tylko dla wierzących. – Nie wierzymy w Boga, więc chrzest byłby hipokryzją – przeczytałam. Argument hipokryzji pojawił się i w innych wypowiedziach:

Nie chcemy być obłudni i udawać, że wychowamy dziecko w wierze katolickiej – a tak się nie stanie, bo nie jesteśmy wierzący.

Nie jestem hipokrytą, nie będę wypowiadał formułek, z którymi się nie zgadzam.

I tylko kilka osób napisało mi, że po prostu nie rozmawia o tym, czy ich dzieci są ochrzczone.
Czytając te odpowiedzi odniosłam wrażenie, że pomimo pojawiającej się krytyki Kościoła w Polsce, przeważa ton szacunku dla sakramentu. Ludzie chcą być uczciwi. Nie chcą udawać, oszukiwać, pojawiło się nawet określenie „robienia cyrku” z religii. Owszem, może byłoby łatwiej zorganizować chrzest i mieć z głowy. Ale dla wielu to po prostu nie w porządku wobec osób religijnych, dla których sakrament jest ważny. A pisali to niewierzący, niereligijni.

Bo tak się robi

Wydawało mi się, że gdy ktoś pochodzi z religijnego domu, to trudniej mu rozmawiać z bliskimi o tym, że nie ochrzci się dziecka. Dlatego w ankiecie zadałam pytanie o rolę religii w domu rodzinnym. Większość opisywała swoje rodziny jako przywiązane raczej do tradycji, chodzące na msze „bo tak się robi”, obchodzące święta, w których funkcjonowały tradycje „śpiewanie kolęd, choinka, święcenie jajek, rodzinne spotkania w okresie świąt.”. – mieszkałam w małym mieście, wszyscy niby chodzili do kościoła. Nie było to jednak głębokie przeżycie, raczej zwyczaj – podsumowała jedna z kobiet. Inna rozwinęła:

W kościele bywaliśmy na większe święta (Wielkanoc, Boże Narodzenie, Środa Popielcowa itp.), śluby, chrzty i pogrzeby odbywały się w tym obrządku, ale nie było w domu jakiejś głębszej refleksji religijnej, wspólnej modlitwy, „ducha”.

Tradycyjnie praktykującej, ale nie bardzo zaangażowanej religijnie rodzinie dość łatwo jest powiedzieć, że nie będzie się chrzciło dziecka. Chociaż może się zdarzyć, że rodzina nie zaakceptuje w pełni tej decyzji. Może to na przykład wynikać z przekonania, że chrzest nie zaszkodzi więc „dlaczego nie chrzcić jak to krzywdy nie robi nikomu i wszyscy tak robią od zawsze?” lub powinno się go zrobić dla rodziny: „skoro chrzest dla nas nic nie znaczy, to mogliśmy zrobić to dla innych.”.

Co ciekawe, nie natknęłam się w wypowiedziach na argument wagi sakramentu, rodziny raczej odnoszą się do obyczaju, powinności, tradycji. Kilka osób w wiadomościach pisało mi o tym, że rodziny mówiły nie o chrzcie jako sakramencie, a o chrzcinach jako rodzinnym spotkaniu. Tu zastanawiam się, czy nie byłoby dobrym rozwiązaniem stworzenie świeckiej uroczystości, spotkania w czasie którego bliscy mogliby powitać nowego członka rodziny. Tego rodzaju rozwiązanie pojawiło się w jednej z wypowiedzi: „Imprezą wspólną dla obu rodzin, z prezentami i wspólnym czasem rodzinnym, był roczek córki.”.

Bywało, że rozmowa o chrzcie była trudniejsza („Wiedziałam, że dla mojej mamy i babci to będzie trudne przeżycie”), pojawiały się obawy o to, że zrani się najbliższych lub zepsuje atmosferę w rodzinie. („Na ten moment jest to trochę tematem tabu w naszej rodzinie.„). Tak działo się w przypadku osób, które określały dom rodzinny jako zaangażowany religijnie, wierzący. W dwóch przypadkach rodziny nie zaakceptowały decyzji. Co ważne, jedna z rodzin z czasem przestała poruszać ten temat, w drugiej nie ma zgodności: „ Mama uważa, że powinniśmy to zrobić nawet „tylko dla papierka, na pokaz”, tata, że takie działanie bez wiary nie ma sensu.”. Jednak takie sytuacje należały do rzadkości.

Obawy

Nierzadko pierwszą próbą dla rodziny był brak ślubu kościelnego.

Rodzina znała moje podejście do sakramentów, ślub brałam cywilny- chyba więcej pytań było przy tej decyzji. Chrztu już raczej nikt się nie spodziewał

Rezygnacja z sakramentu zasiała pewien ferment w moich relacjach z rodziną, ale stało się to już na etapie ślubu. Na przykład nikt z moich dziadków nie przyjechał na mój ślub, co było dla mnie mega przykre.

Bliscy często doceniali to, że młodzi rodzice byli konsekwentni, podejmowali wspólną, partnerską decyzję i wspólnie jej bronili. Odniosłam wrażenie, że dla części rodziców to doświadczenie było wzmacniające.

Dla niektórych rozmowa z rodziną nie była obarczona tak dużymi wątpliwościami, jak myśl o przyszłości dziecka w katolickim środowisku. Na przykład w kontekście pierwszej komunii („inne dzieci będą szły do komunii i córce będzie przykro, bo dostaną prezenty”) oraz relacji rówieśniczych („Obawialiśmy się ostracyzmu ze strony szkolnych kolegów i koleżanek naszego syna.”). Jednak znakomita większość na pytanie, czy decyzja wiązała się z jakimiś obawami, odpowiedziała po prostu „nie”. Co do obaw o relację dziecka z rówieśnikami mogę opowiedzieć o własnych doświadczeniach: dla dzieci te sprawy są raczej obojętne. Dostrzegają, gdy ktoś nie chodzi na religię, ale coraz częściej jest to kilkoro dzieci z grupy. W okresie komunijnym można spotkać się wręcz z delikatną zazdrością o to, że… kolega lub koleżanka nie musi chodzić często do kościoła i uczyć się wszystkich modlitw na pamięć. Czasem przykładając naszą, dorosłą miarę do spraw relacji wśród dzieci, możemy się po prostu pomylić w ocenie tego, co dla nich ważne.

Relacje

Na ankietę odpowiedziały 64 osoby. Dwie z nich przyznały, że po tym jak nie ochrzciły dzieci, ich relacje z rodziną popsuły się. W jednym przypadku ucierpiały kontakty z mamą i babcią. W drugim jest to decyzja nie rodziny, a ankietowanego, który powiedział:

Nie zostawię dzieci samych z moimi rodzicami (chyba, że będę miał bardzo poważny powód, będę „pod ścianą”). Staramy się też unikać „religijnych” spotkań, jak np. ślub, chrzty pozostałych wnucząt itp.

Czasem rodziny nie rozumieją, dlaczego młodzi rodzice nie chcą ochrzcić dzieci, ale nie przekreśla to relacji rodzinnych. – widać było, że to dla nich trudne, ale przyjęli naszą decyzję i zrozumieli argumenty, że jeśli nie wierzymy w Boga to nie powinniśmy chrzcić dzieci – napisała mi jedna z ankietowanych. – Mam szczęście, bo wiem że kochają mnie bezwarunkowo. Różne rzeczy nas różnią, ale nie wpływa to na naszą bliskość – odpowiedziała jeszcze inna mama.
Czasami rodzina unika tematu, wręcz obawia się, że poruszenie go może spowodować np. ograniczenie kontaktu z wnukami. Ale więcej jest przypadków nawet jeśli nie akceptacji, to pogodzenia się z decyzją.

Odpowiedzi jakie otrzymałam, chociaż pokazywały szerokie spektrum doświadczeń, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie zawsze brak chrztu dziecka oznacza wielką rodzinną awanturę. Wręcz przeciwnie – wypowiedzi, z których wynikało, że sytuacja była napięta były w mniejszości.

Z 64 ankiet tylko w 8 przypadkach na pytanie, czy rodzina zaakceptowała decyzję, odpowiedź brzmiała „nie”. I chociaż wiem, że trudno z badania na takiej grupie wyciągać poważne wnioski, to wydaje mi się, że pokazuje to jakąś tendencję. Warto też mieć świadomość, że czasem to nie akceptacja czy zrozumienie, ale pogodzenie się z decyzją rodziców.
Fakt, że nie chrzci się dzieci nie przekreśla ich obecności w czasie rodzinnych obchodów religijnych świąt, traktowanych jako spotkania rodzinne, z tradycyjną oprawą. – dzieci znają kulturę w której wyrosły, historię chrześcijaństwa i obrzędy – opowiedziała jedna z mam. Wyjaśnienie rodzinie, że nie chcemy odciąć dzieci od rodzinnego świętowania i tradycji może być uspokajające.

Miłość

Kochamy naszych bliskich. Zależy nam na nich. Troszczymy się o prababcię-staruszkę, która zamartwia się nawet tym, że chodzimy bez czapki. Czasem relacje z rodziną są i tak napięte, czasem coś „wisi w powietrzu”. Obawa, że brak chrztu może jeszcze bardziej skomplikować sytuację jest naturalna. Jak to rozwiązać? Spróbuję zaproponować kilka wypowiedzi, które nasuwają mi się po lekturze odpowiedzi na ankietę.

  • mamo/tato, jesteśmy niereligijni, nie chodzimy do kościoła
  • mamo/tato, chcemy dać dziecku możliwość świadomej decyzji, ale nie zabronimy chrztu w przyszłości
  • jesteśmy niewierzący, nie chcecie przecież, żebyśmy kłamali w kościele, to przecież brak szacunku
  • nie braliśmy ślub kościelnego, nie będziemy też chrzcić dziecka
  • możecie zabierać go czasem do kościoła, ale na razie nie będziemy go chrzcić, nie jesteśmy do tego przekonani
  • to nasze dziecko i taką podjęliśmy decyzję, proszę, żebyście ją uszanowali

Moim zdaniem ważne jest, żeby swoją postawą podkreślać, że akceptujemy emocje drugiej strony. Szanujemy je, ale mamy swoje własne przekonania. W takich dyskusjach czasem górę biorą argumenty emocjonalne, na granicy szantażu. – problem był z prababciami, które prosiły i stosowały nawet szantaż emocjonalny. Mówiły, że to ich ostatnia prośba przed śmiercią – napisała jedna z kobiet. Tak, to trudne, ciężko o racjonalne argumenty. W takiej sytuacji można zdać się tylko na własna stanowczość i cierpliwość. A gdy sytuacja tego zacznie wymagać, nawet subtelne kłamstwo typu „myślimy o tym, ale nie znaleźliśmy odpowiednich chrzestnych”. Trudno, na potrzeby prababci może tak właśnie trzeba?

To, co chcę Wam przekazać na końcu, to moje przekonanie, że strach ma wielkie oczy. Z czasem rodzina po prostu przestaje o tym mówić. A dzieci rosną i stają się ukochanymi wnukami bez wad.

Dziękuję za lekturę,

Ola

Zainteresował Cię ten tekst?

Przeczytaj inne z kategorii RODZICIELSTWO

Odwiedź mnie na Facebooku

Obserwuj mnie na Instagramie