Zero waste to najgorętszy trend sezonu. Woskowijki, talerze z otrębów, woreczki na warzywa szyte z firanek i słoiki używane do wszystkiego. Obiło Ci się to o uszy? Być może myślisz, że to kolejna wielkomiejska moda. Może wydaje Ci się, że to dla ludzi, którzy mają za dużo czasu. Albo pieniędzy na te wszystkie akcesoria zero waste. A może uważasz, że zero waste to jedyna słuszna droga i nie ma już odwrotu? Patrzysz z pogardą na pakujących każde warzywo do osobnego foliowego woreczka? Stań ze mną pośrodku i uwaga, opowiem Ci krótką historię. Już? To czytaj:

O tym, jak przegrałam łazienkową walkę o zero waste

Odkąd zaczęłam więcej czytać o zanieczyszczeniu środowiska, a przede wszystkim odkąd przeczytałam o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci która jest PLAMĄ ŚMIECI WIĘKSZĄ OD POLSKI, zaczęłam naprawdę uważnie przyglądać się temu, co kupuję i wyrzucam. Wiecie, jaki plastikowy produkt regularnie kupujemy i wyrzucamy? Szczoteczki do zębów. I one się nie rozkładają. Co zamiast? Szczoteczki z drewnianym trzonkiem. Ja wybrałam bambusową i… porażka. Męczę się z nią już drugi tydzień i tęsknię za poprzednią. Moje dziąsła jej nie znoszą. I tu mogłaby zrezygnowana zakończyć swoją przygodę z zero waste konkludując: nie dla mnie te ekologiczna gadżety!

Akcesoria zero waste

Zero waste to filozofia zgodnie z którą dążymy do zminimalizowania ilości wyrzucanych śmieci przez korzystanie z produktów wielorazowych tam, gdzie wcześniej używało się jednorazowych lub działających krótko. Zero waste to nie tylko zamiana siatek z folii na torby bawełniane, ale też robienie peelingu z mielonej kawy po zaparzeniu albo trzymanie kaszy w słoiku po dżemie. To też świetny pomysł na biznes, dlatego możesz mieć wrażenie, że najpierw musisz kupić mnóstwo gadżetów opatrzonych napisem „zero waste”. I wyrzucić stare. Pozbyć się zapasu podpasek, bo kupiłaś kubeczek menstruacyjny Wyrzucić zwykłe worki na śmieci, bo kupiłaś biodegradowalne. Można naprawdę pięknie urządzić dom, z kuchnią i łazienką na czele, by był oazą zero waste. Ale nie o to w tym chodzi. Serio, nie musisz kupować akcesoriów zero waste.

To nic trudnego

Jeśli myślisz czasem nad maksymą non omnis moriar to miej pewność – zostaną po tobie twoje śmieci. I im mniej ich po sobie zostawisz, tym lepiej. Popatrz na starsze osoby noszące siatki z zakupami – często to są sfatygowane, poobcierane torby foliowe. I to jest super. Te torby już są, masz pewno ich w domu trochę. Nie wyrzucaj ich. Wykorzystaj, używaj do końca, aż się rozpadną. Dopiero wtedy wyrzuć i jak już zużyjesz wszystkie torby, przeszukaj pawlacz i szuflady. Raz w życiu kupiłam torbę bawełnianą – pozostałe dostałam na konferencjach, dołączone do gazet. Mam ich naprawdę sporo i używam cały czas. Jestem pewna, że gdy tylko dobrze się rozejrzysz, to też takie znajdziesz.

Ze szczoteczką z bambusa mi nie poszło. Ale nie zraziłam się. Wprowadzając ducha zero waste do naszej rodzinnej codzienności myślę o tym, by wykorzystać to, co już mamy w domu. Do zera. Niedawno uszyłam prosty woreczek na zakupy, taki na kilka jabłek czy ziemniaków, z kawałka zniszczonej poszewki. Już miałam ją wyrzucać, gdy pomyślałam, że ja potnę i użyję do czegoś innego. Dam jej nowe życie. Jasne, mogłabym kupić uszyte przez kogoś woreczki na zakupy. Na rynku jest ich sporo. Ale co bym osiągnęła? Przy zakupie przez internet kolejne śmieci – opakowanie. Uszycie woreczka nie jest wielką filozofią, nawet ręcznie, a daje ogromną satysfakcję. Więc zanim wyrzucisz starą koszulkę albo poszewkę – zastanów się, czy nie możesz jej wykorzystać.

O ograniczeniu plastiku pisałam w osobnym poście. Ale nasze śmieci to nie tylko plastik. Co jeszcze można zrobić? Ograniczyć kupowanie. Książki wypożyczaj z bibliotek albo kupuj wersje mobilne. Zastanów się, czy potrzebujesz osobnego kremu do różnych części ciała. Płyn do higieny intymnej? Zużyj ten, który masz i zastąp go ciepłą wodą. Zapytaj położną – to zdrowsze. Tam, gdzie to możliwe, kupuj większe opakowania. To też zazwyczaj jest tańsze. A wiesz, jak pyszne jest pesto z młodych liści rzodkiewki? Nigdy już ich nie wyrzucisz. A kompot na obierkach jabłek? Spróbuj! Z warzyw z rosołu zrób kotlety – nie wyrzucaj ich, szkoda. To nie są śmieci, odpadki. To jedzenie. Nie wyrzucaj. To też będzie w duchu zero waste.

Zero waste, głupcze

To, co chcę Ci przekazać w tym tekście to prosta myśl: nie chodzi o to, byśmy byli szamanami zero waste, a nasze domy były świątyniami nowej religii. Nowe, gorące trendy generują ruch w interesie producentów. Ale to, czego potrzebujemy, to ograniczenie konsumpcji. Warto odświeżyć sobie lekturę książki Marty Sapały „Mniej” ale przede wszystkim obserwować własne babcie i dziadków. Oni to umieją świetnie robić, bo musieli się tego nauczyć w czasach, gdy na półkach sklepowych niczego nie było. My mamy wszystkiego za dużo. Gdy moja Babcia potrzebuje torebki papierowej do suszenia bułek, używa torebki po ryżu, którą wcześniej umiejętnie otworzyła. Następnym razem gdy będziesz szukać papieru do owinięcia niedojrzałego awokado pomyśl o tym. Wielu starszych mężczyzn korzysta z wielorazowych maszynek na żyletki. Zakładam, że nogi też da się nimi golić.

Pamiętaj, że najważniejsze, to refleksja nad własnymi przyzwyczajeniami. I powolne, ale konsekwentne wprowadzanie zmian.

Tekst zawiera linki afiliacyjne. Korzystając z nich wspierasz ten blog. Dziękuję!