Co kojarzy Wam się z zimą i siedzeniem w domu? Wiecie, kocyk, herbatka, dobra książka… Ok, wiem, że piszę w dużej mierze do rodziców, którzy kocyk i herbatkę mają gdzieś po 22, kiedy dzieci pójdą spać. Więc do portu. Zima, hygge, piękne zapachy w domu. Pomarańcza z goździkiem, lawenda, ylang ylang… Kiedy piszę te słowa, mój aromatyzer roztacza wokół aromat olejków sosnowego i eukaliptusowego. Wybrałam na teraz takie, jako wsparcie przy lekkim przeziębieniu i katarze.

Aromatyzer Jasmine znalazł swoje miejsce na stole

Piękne zapachy w domu

Gdy chcemy, aby w naszym domu roztaczały się piękne zapachy, najczęściej sięgamy po świece zapachowe lub kominki na olejki aromaterapeutyczne. Ostatnio modne są też woski zapachowe. Próbowałam wszystkich tych sposobów. Problem z nimi jest taki, że nie zawsze są tak zdrowe, jak byśmy sobie tego życzyli. Wystarczy przeczytać skład sklepowych świec zapachowych (sprawdzacie? Zazwyczaj jest na naklejce pod spodem, mnie zniechęciły!), pomyśleć o produktach spalania parafiny. Albo o tym, że podgrzewanie olejków w kominku pozbawia ich części pożytecznych składników, szczególnie przy olejkach cytrusowych. I często zapalenie takiej syntetycznej świecy kończy się po prostu bólem głowy. A małe dzieci może po prostu drażnić. Po rozważeniu różnych opcji zdecydowałam się na aromatyzer Jasmine marki Stadler Form. Zaraz Wam wyjaśnię dlaczego.

Aromatyzer Jasmine

Aromatyzer Jasmine działa na ultradźwięki. A więc do niewielkiej porcji wody wystarczy dodać kilka kropelek naturalnego olejku eterycznego (mniej, niż do kominka). Ultradźwięki wymieszają olejek z wodą i wygenerują aromatyczna parę. Co ważne, urządzenie nie nagrzewa się, a para jest zimna, co moim zdaniem jest super ważne przy dzieciach. Oczywiście, aromatyzer jest podłączony do prądu, więc trzeba te dzieci jednak mieć na oku. Jak zwykle.

Obsługa sprzętu jest prosta: dwa przyciski, dwie diody. Włączenie urządzenia sygnalizowane jest zapaleniem jednej diody, a włączenie drugim przyciskiem trybu przerywanego wskazuje druga dioda. Tryb przerywany to jedna z dużych zalet aromatyzera: działa w seriach 10 minut rozpylania zapachu, 20 minut przerwy. W ten sposób aromatyzer może działać do 21 godzin, bez ryzyka przyzwyczajenia się do zapachu.

Na początku obawiałam się, że czyszczenie sprzętu będzie trudne, ale jest tak zaprojektowany, że przetarcie go na zewnątrz i w środku to żaden kłopot. Z resztą, sam projekt jest super ( a autor, Fabian Zimmerli, jest podpisany na produkcie!). Zastanawiałam się, czy do naszego mieszkania Jasmine będzie pasować. Jest bardzo nowoczesny, prosty w formie. To taki przedmiot, który kojarzy mi się z zen. A o pokoju w którym stoi można powiedzieć wiele, ale na pewno nie jest to japoński minimalizm. I tu zaskoczenie: kiedy odpakowałam aromatyzer i postawiłam w wybranym miejscu pomyślałam, że wygląda jakby tu zawsze był. Po prostu wtopił się w przestrzeń.

Dwa przyciski, dwie diody. Proste!

Aromaterapia w domu

Jeśli lubicie otaczać się miłymi zapachami, to zdecydowanie polecam wam aromatyzer Jasmine. Dzięki temu, że olejki się nie nagrzewają, korzystamy z pełni ich właściwości. Przy infekcji niezawodne są takie olejki, jak sosnowy (mój obecny wybór!), eukaliptusowy czy jodłowy. Na stres poleca się olejek bergamotowy, pomarańczowy (uwielbiam połączenie z goździkowym) czy z trawy cytrynowej. Przed snem warto użyć olejku lawendowego, tymiankowego lub ylang ylang. Można ich też używać po prostu, dla przyjemności. Ale uwaga, pamiętajcie: kupując olejki zwróćcie uwagę na skład i nazwę. Olejki zapachowe to syntetyczne mieszanki, a nam chodzi o naturalne olejki eteryczne. Warto też uważać z olejkami przy małych niemowlętach, nie na wszystkie mogą dobrze reagować.

Wpis powstał we współpracy z dystrybutorem aromatyzera Jasmine marki Stadler Form.