Szukam kalendarza na nadchodzący rok. I natknęłam się na kalendarz Fundacji Feminoteka, którą cenię, szanuję, lubię i poważam. Kalendarz Feministyczny „Ważne Słowa” jest bardzo fajnie pomyślany: na każdy miesiąc mamy żeńską formę, np. adwokatka czyli kobieta pracująca w sądzie, bokserka, czyli kobieta uprawiająca sport, w którym walka odbywa się na pięści. I tak dalej, każda forma z definicją. Chodzi o te formy, które traktowane są jako śmieszne, bo dla wielu wciąż pilotka to czapka pilota, a nie kobieta za sterami odrzutowca. No więc już chciałam kupić kalendarz, gdy dopatrzyłam się pod bokserką wyjaśnienia, że bokser, to rasa psa. I pomyślałam o swoim synu. A potem o tym, że bardzo skoncentrowaliśmy się na córkach i wzmacnianiu ich. A ja muszę też wychować syna. 

Czy wiem jak wychować syna tak dobrze, jak córkę?

Zachwyca mnie ten ruch wokół dziewczynek. Kibicuję magazynowi „Kosmos” od chwili, gdy pojawił się pomysł jego powstania. Panienka uwielbia i nie pozwala wyrzucić ani jednego egzemplarza. Czytamy „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” i „Damy, dziewuchy, dziewczyny„. Mam już przemyślane i przegadane świętowanie pierwszej miesiączki swojej córki, ba, na półce czeka książka „Królestwo dziewczynki„. Panienka wychowywana jest w czasie, gdy nastąpiły wspaniałe zmiany, gdy wzmacnianie dziewczynek jest ważnym tematem. Pokazujemy im, że też mogą kodować, nie mają obowiązku noszenia różowych bluzek, opowiadamy im o kobietach, które zmieniły świat. I tak, jasne, wiem, że piszę to z pozycji uprzywilejowanej, wykształconej matki ze stolicy, która ma dostęp do tych książek, prasy i żyje w takim, a nie innym środowisku (aka „w bańce”). Ale stało się. Po latach, po wiekach marginalizowania dziewczynek, inwestowania w edukację synów kosztem córek, wychowywania dziewczynek na przyszłe matki i gospodynie (słynne „ty pozmywasz” wypowiadane niegdyś tylko do córek, nigdy do synów) zaczęły się zmiany, których już nikt nie zatrzyma. Ale… ja mam też syna. 

Gdzie szukać wsparcia?

Nie kupię kalendarza Feminoteki, chociaż uważam, że pomysł jest fajny. Dlaczego? Bo tak samo, jak nie podoba mi się dowcipkowanie z pilotki, tak samo nie kręci mnie beka „adwokat? to likier”, „bokser? to pies!”. Wiem, że po wiekach mamy teraz swój czas. Ale nie chcę się tym zachłysnąć zapominając o drugiej stronie. Bo jeśli żartując o pilotkach i burmistrzyniach umniejszamy, ośmieszamy kobiece role, to co można powiedzieć o żartach z pilotów (do telewizora) i merdających bokserów? I jeśli mam z tyłu głowy, że moim zadaniem jest wychować syna na mężczyznę, który będzie mądry, będzie znał swoją wartość, będzie osobą, której będzie dobrze na świecie, a światu dobrze z nim – to nie mogę sobie w ten sposób żartować. No nie. Nie mogłabym powiesić takiego kalendarza w domu. Mam w nim trzynastoletniego chłopca, który powoli (ale nieubłaganie) staje się młodym mężczyzną. 

Działam trochę po omacku, robię głupstwa, nie wiem, co podsunąć do czytania, do oglądania. Nie wiem, gdzie szukać podpowiedzi, jak dziś wychować syna. W tych konkretnych czasach, gdy dziewczynka stoi w centrum uwagi. Pierwszy z brzegu przykład: rozmawiamy o celebrowaniu pierwszej menstruacji dziewczynki. Jakie to ważne, jakie potrzebne. A co z, dajmy na to, pierwszym goleniem u chłopca? Dlaczego to jest wydarzenie, które ma mieć miejsce gdzieś z boku, pewnie trochę wstydliwie pożyczoną (bez pytania) maszynką taty? Bo coś mi się wydaje, że tak to często wygląda. Czy powinno? Nie sądzę. Natomiast na pytanie, gdzie szukać wsparcia, nie umiem odpowiedzieć. Sama sobie.

Staram się wychować syna tak samo, jak staram się wychować córkę.

To, co mogę zrobić, to poświęcać tyle samo energii, serca i wysiłku intelektualnego wychowaniu obojga. Fakty są takie, że jest sporo przestrzeni dla rozmów o wychowaniu dziewczynek. Są książki, które wspominałam wyżej, jest w matkach gotowość i chęć rozmowy na ten temat. I z jednej strony, żeby wychować syna muszę robić to samo, co robię, by wychować córkę. Ale z drugiej strony, jestem matką. Mam łatwość, wypracowaną, rozmawiania o ciele z córką. A z synem? Nie mam jego doświadczeń, nie wiem jak to jest być chłopcem. W pewnych kwestiach odsuwam się, zostawiam miejsce ojcu. Ale w innych – szukam dobrych rozwiązań. I widzę ten temat jako kolejne wyzwanie. Zaopiekowaliśmy się naszymi córkami. Teraz ta czułość potrzebna jest naszym synom.