Dla moich dzieci dyskretne logo w kształcie liska to już znak jakości. Nie pytają „co to”, „dla kogo”. Wiadomo – jeśli to książka wydawnictwa Polarny Lis, to znaczy że będzie dobrze. Tym razem myślałam, że przyniosłam do domu książkę dla Panienki. Położyłam ją na stole i już za chwilę usłyszałam pierwszy chichot. To Starszak. Jadł kanapkę i czytał „Złodzieja kanapek”. Nie żartuję. Serio. Potem było jeszcze lepiej. Wzięłam książkę i przeczytałam Panience do snu. A ona na to: „zrobisz mi kanapkę? zgłodniałam od tej książki”. No doprawdy! 

 

Złodziej kanapek

Niby nic wielkiego. Ot opowiastka z wątkiem kryminalnym, dowcipna i zaskakująca. Zabawni bohaterowie i świetne (naprawdę świetne!) ilustracje. Całość taka w sam raz, do schrupania. Rozbawi trzynastolatka i prawie siedmiolatkę, a czytający to rodzic nie będzie się nudził. A to cenne. Ale w tej książce jest jeszcze coś. 

Kanapki.

 

Pamiętacie mój stary post Co jest gorszego od kanapki? Pisałam w nim o tym, że dzieci jedzą oczami i co się dzieje, gdy pozwolimy im na samodzielność przy stole. Do dziś to działa. Jeszcze weselej jest, gdy w domu znajdzie się majonez. Panienka ma do niego podejrzaną słabość i kiedyś powiedziała, że od nutelli woli majonez. Ostatnio zapomniała jednak o tej ambrozji – do czasu lektury „Złodzieja kanapek”. Majonez robiony przez mamę głównego bohatera ma dość poważny wpływ na życie całej szkoły. Nie będę Wam pisać o co chodzi dokładnie – PRZECZYTAJCIE. Ale wierzcie, będziecie potem kręcić swój majonez jak mama Marcela.

 

Miłość na talerzu

Panienka zapytała, czy będę jej wkładała do śniadaniówki takie liściki, jak pisał tata Marcela. Obiecuję, będę! Chociaż przyznaję się – nie robię Starszakowi kanapek do szkoły. Sam sobie robi. Ale jutro wróci ze szkoły i będą na niego czekały chrupiące racuchy, które usmażyłam myśląc o nim i o tym, żeby było mu miło. Książka „Złodziej kanapek” może być dla wielu rodziców przypomnieniem, że jedzenie to jeden ze sposób okazywania uczucia. Troski, pamięci, miłości. I może nie będę nigdy przygotowywała idealnego drugiego śniadania do szkoły, ale na przykład smażę najlepsze naleśniki. Stojąc przy patelni myślę o tym, dla kogo je robię i dodaję tej samej przyprawy, która powoduje, że pomidorówka babci jest najlepsza. Wiecie, o jaką mi chodzi?