Mojej koleżance bardzo długo odmawiano skierowania na badania prenatalne. To była jej pierwsza ciąża, a ona miała skończone 35 lat. Bała się. Lekarze nie widzieli potrzeby, a ona chciała mieć pewność. Jej – i innym kobietom – nie chodziło o pewność, czy jest zdrowe. Jej chodziło o pewność, że wie, na czym stoi. 

 

Wiedza

Gdy badania wskazują, że urodzi się chore dziecko, można zacząć działać. Przygotować się fizycznie, psychicznie, finansowo, merytorycznie. Ma się możliwość rozmów z lekarzami, szukania metod leczenia, czasem przecież przeprowadzane są operacje w łonie matki. A wiedząc, że urodzi się chore dziecko, można wcześniej i lepiej wybrać szpital na taki, w którym od razu lekarze zajmą się maleństwem. Wiedza dużo daje.

 

Wybór

Za wiedzą powinna iść możliwość wyboru. Czy jestem na to gotowa? Czy udźwignę? Czy moje zdrowie pozwala na to? Czy mam w sobie gotowość by patrzeć na bolesną śmierć swojego dziecka, o którym wiadomo, że nie ma szans na życie? Ja nie wiem, jakby było ze mną. Po prostu nie wiem. I tym bardziej chciałabym mieć możliwość wyboru. Bo ta decyzja dotycząca mojego życia. Nie tylko w ciąży, ale do końca. 

Nie podoba mi się dzisiejsze prawo. Znam kobiety, które dokonały aborcji. Znam kobiety, które twierdzą, że nigdy by tego nie zrobiły. Wszystkie powinny mieć możliwość podjęcia takiej decyzji, jaką uważają za najlepszą dla siebie. Niezależnie od tego, co zrobi, to powinna otrzymać wsparcie, zrozumienie i szacunek.

Powiem więcej – jeśli bliska mi kobieta albo koleżanka będzie stała przed decyzją, to może na mnie liczyć. Będę przy niej niezależnie od tego, w którą stronę pójdzie. 

 

Czarny piątek

Jutro będę pod Sejmem. Nie pierwszy już raz. Stałam tam z wieszakiem, bywałam z parasolką. Chodzę na Manify i Parady Równości – to świetne, radosne spotkania ludzi, w pięknej atmosferze wzajemnego szacunku. Czarny protest jest smutny i wściekły, chociaż stanie w tłumie ludzi myślących podobnie jest zawsze budujące. Co więcej, ten tłum nie ma twarzy stereotypowej feministki z dużego miasta. Są tam starsze kobiety i panowie z laskami. Są rodzice z dziećmi. Mężowie trzymają żony za ręce. Są tam ludzie, którym leży na sercu dobro innych. Którzy chcą pokazać, że nie są obojętni i nie zgadzają się.

Ja się nie zgadzam na to, by kobieta zgwałcona była zmuszona rodzić dziecko. Na przykład dziecko własnego ojca.

Nie zgadzam się na to, by kobieta chora na nowotwór nie była leczona, bo lekarze uznają, że to zaszkodzi ciąży. 

Nie zgadzam się na to, by kobieta której dziecko nie ma szans na przeżycie, była zmuszona do przejścia przez tak trudną ciążę, a potem poród i śmierć noworodka. 

Po prostu – nie ma mojej zgody na to, by kobiety zmuszać do bycia męczennicami. Cierpienie nie uszlachetnia. 

Mówiąc wprost: jesteś przeciwna aborcji? To jej nie rób. 

 

Tak, wiem, że sporo z Was zniknie z bloga po tym poście. Obserwujący na Facebooku się wykruszą. Wiem, że tak będzie. Ale nie jestem blogerką, dla której liczą się tylko zasięgi i lajeczki. To nie ja.