Wróciłam do domu po 19. Zaczęłam od przebrania się, potem wstawiłam pranie. Pozmywałam, posprzątałam toaletę (nienawidzę!), i nastawiłam budzik na 15 minut, żeby tyle czasu spędzić w pokoju Panienki na ogarnianiu. Potem zaparzyłam herbatę i zaczął się mój czas dla mnie. Obiad na jutro do pracy zrobi Ojciec Dzieciom. Mieszkamy razem ponad 9 lat, zdążyliśmy wypracować swój podział obowiązków. 

 

Ile czasu sprzątasz?

 

W 2013 roku Główny Urząd Statystyczny przeprowadził badania poświęcone temu, ile czasu zajmują nam różne sprawy w życiu. Badania nazywało się „Budżet czasu” i publikacja jego wyników to kilkaset stron opracowania. Zajrzałam do niego, żeby sprawdzić jak to jest z pracami domowymi u Polaków. 2013 to jednak kilka lat temu, ale czy dużo się zmieniło?

 

„Zajęcia i prace domowe należące do kategorii czasu obowiązku zasługują, obok pracy zawodowej, na szczególną uwagę. Czas wykonywania czynności z tego zakresu był wyższy u kobiet niż u mężczyzn o 1 godz. 45 min (…)”

Godzina i czterdzieści pięć minut. To cholernie dużo! Więc jeśli przeciętny mężczyzna zajmuje się pracami domowymi przez godzinę dziennie, to jego partnerka spędza prawie trzy godziny! Dla porównania, jak wygląda sprawa z czasem wolnym?

 

(…) największe różnice między kobietami a mężczyznami wystąpiły dla zajęć związanych z zamiłowaniami osobistymi i korzystaniem ze środków masowego przekazu (telewizja, radio itp.). Mężczyźni wykonywali tego typu aktywność dłużej niż kobiety odpowiednio o 32 min. i 20 min.

Oczywiście, rzetelność wymaga dodania, że na pracę zawodową kobiety przeznaczają średnio godzinę mniej, oraz ok. 20 minut mniej zajmuje im nauka i dokształcanie się. Natomiast gdy rozejrzymy się po znajomych rodzinach, szczególnie w starszych pokoleniach, to często widać jak nierówny jest podział obowiązków domowych. Trudno winić naszych dziadków za to, że nie rzucają się do odkurzania, ponieważ to są już sprawy związane z wychowaniem i czasami, w jakich dorastali. W połowie lat osiemdziesiątych widok mojego Ojca z wózkiem dziecięcym wywoływał w parku niemałą sensację. Ale dziś… dziś nikt rozsądny nie powie, że mycie wanny to nie jest zajęcie dla mężczyzny.

 

Obowiązki domowe – zagrajmy w nie!

 

Ojciec Dzieciom twierdził, że jego udział w pracach domowych jest równie duży jak mój i że przesadzam. Bo wiecie, ja tez trochę marudziłam. Wzięłam się więc za temat systemowo i ściągnęłam na smartfon aplikację Micasa. To polska apka stworzona na zamówienie Insytytutu Spraw Publicznych i już po pobraniu wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Jest prosta jak szpadel: ustalacie pulę zadań np. zmywanie, mycie samochodu, zakupy, mycie wanny, rozpakowanie zmywarki i co tam jeszcze chcecie. Do każdego zadania dodajecie punkty za wykonanie. A potem to już życie. Z tą różnicą, że po zrobieniu czegoś odhaczacie w aplikacji wykonanie. Partner akceptuje lub nie („ej, kliknąłeś że zmywałeś, jeden talerz się nie liczy!”), a punkty się sumują. Możecie obserwować wyniki na bieżąco oraz sprawdzać zestawienia tygodniowe. 

Efekt? Najpierw rozbawiony był Starszak, gdy słuchał naszych komentarzy i widział, że my naprawdę gramy w grę. Ta technika nazywana jest grywalizacją i w uproszczeniu polega na tym, żeby nudne zadanie zamienić w grę, a wypełnianie poszczególnych etapów wiązało się z pokonywaniem poziomów czy rozwiązywaniem kolejnych zadań gry. I my ze sobą w tej grze rywalizowaliśmy, ponieważ każde z nas marzyło w skrytości ducha, żeby powiedzieć „a nie mówiłem/am!”.

 

I kto miał rację?

 

Kiedyś nasz pediatra powiedział, żeby tego co je dziecko nie rozpatrywać w perspektywie dnia, a w perspektywie tygodnia. Bo jednego dnia może mieć ochotę na to, innego na coś innego, tu się czuć słabiej, a tu zrobić wielki spacer i mieć wielki apetyt. Obowiązki domowe rządzą się tymi samymi prawami. Nigdy nie jest równo, zawsze któreś z nas wygrywało w tej grze. To naturalne – gdy pisałam pracę magisterską, to więcej zadań przejmował Ojciec Dzieciom. Gdy on miał więcej spraw zawodowych na głowie, późne spotkania – moje punkty rosły. To nasza równowaga: zrozumienie i dostosowanie się do sytuacji. Fakt, częściej punkty za mycie wanny zdobywałam ja, ale jak słusznie zauważył Ojciec Dzieciom, punkty za wynoszenie śmieci wpadały na jego konto. Na tym polega wspólne zajmowanie się naszym wspólnym domem. Gdybym ja wygrała, to przegralibyśmy oboje. Znaczna przewaga punktów po jednej stronie oznacza, że podział jest rażąco nierówny, a to prosta droga do frustracji, fatalny przykład dla dzieci i znak, że jest temat do przepracowania.

Czy polecam Wam tę aplikację? Tak. Zajrzyjcie też do tego tekstu na jej temat. Po pierwsze, uświadomienie sobie z ilu czynności składa się zajmowanie domem, samo w sobie jest ciekawym doświadczeniem. Bo takie pranie to 1. posortowanie brudnych ubrań 2. wstawienie prania 3. rozwieszenie prania 4. zdjęcie suchego prania 5. rozłożenie i ewentualne prasowanie ubrań. A dodajcie do tego pamiętanie o czyszczeniu filtra pralki, kupowaniu środków piorących i tak dalej. Pranie samo się nie robi. 

Ta gra nie jest diagnozą zupełnie wprost, ale daje pewien obraz. I niezły punkt wyjścia do rozmowy. Gdy uda nam się wypracować model w którym podział obowiązków będzie sprawiedliwy i satysfakcjonujący dla dwóch stron, zyskają nie tylko partnerzy. Pamiętajcie o dzieciach – one to widzą.

 

 

obowiązki domowe