Nie jestem rannym ptaszkiem. Cała nasza rodzina to taka niedźwiedzia gromadka mrucząca rano spod kołder „jeszcze mieeesiąc…”. Kilka razy podejmowałam próby. Na przykład porannego biegania, albo porannej nauki. Czegokolwiek co pozwoliłoby mi na dołączenie do tej wspaniałej grupy ludzi, którzy są aktywni i produktywni od świtu. Zawsze kończyło się spektakularną klęską. Pamiętam jak jedna z blogerek kulinarnych napisała, że o 8 rano ma już wstawioną zupę i ciasto w piekarniku. Ja o 8 rano nie umiem sobie namalować równej kreski… I chociaż wiem, że nie zmienię swojej natury i lubię pracować późno, gdy cały dom śpi, to mam świadomość, że poranek jest ważny. Bo to od niego zależy, z jakim nastawieniem zacznę dzień.

 

Poranne rytuały

 

Kiedy ktoś, tak jak ja, rano działa na autopilocie, potrzebne mu są rytuały. Zestaw czynności, które powodują, że poranny pośpiech nie staje się chaosem. To są kropki które łączę i dzięki nim wychodzę z domu z poczuciem, że dzień zaczęłam nie najgorzej. Dobry początek, fundament na którym buduję resztę dnia. Trochę trwało, zanim wypracowałam swój zestaw. Jest dobry dla mnie i nie wiem, czy Tobie też się sprawdzi. Spróbuj. To nie są wielkie czary, tylko rzeczy które robię, by o siebie zadbać.

 

Od razu po przebudzeniu…

 

…to moja chwila na ćwiczenia. Nie żartuję. Kiedy budzimy się rano, nasze ciała są sztywne. Wychodzenie spod ciepłej kołdry nie jest bardzo przyjemne, więc nie zaczynam gwałtownie. Rozciągam się, ruszam stopami. Potem wstaję powoli i siadam na krawędzi łóżka. Robię kilka skrętów tułowia, potem próbuję rozruszać kark. Znacie te ćwiczenia: broda w dół, potem głowa w lewo, w prawo, do tyłu. Nic wielkiego, ale wierzcie mi: po tych kilku ruchach wstaje się zupełnie inaczej. Krew zaczyna krążyć jakby bardziej żwawo. Osobom, które mają w łóżku miejsce na coś więcej niż rozciąganie się polecam łóżkową jogę KLIK.

 

Woda

 

W ciągu dnia staram się pamiętać o piciu wody. Od czasu gdy Daria, moja dietetyczka, uświadomiła mi jak bardzo jestem (byłam!) odwodniona, pamiętam o szklance na biurku. U mnie jest zawsze do połowy pełna! Odkąd pamiętam o nawadnianiu się, skończyły się bóle głowy które męczyły mnie regularnie. Zaczynam po przebudzeniu. To ważne, bo w końcu nie piłam przez całą noc. W idealnym świecie piłabym rano ciepłą wodę z cytryną, miodem i imbirem. W rzeczywistości jest to po prostu szklanka wody przegotowanej, która czeka w czajniku. Stoję w kuchni, piję i zbieram myśli. 

 

Lustro

 

To jest ważny punkt. Przyznaję szczerze, nie zawsze mi wychodzi. Przy okazji makijażu, który w moim wykonaniu jest bardzo minimalistyczny, a więc szybki, mam chwilę na spojrzenie sobie głęboko w oczy. To chwila na życzenie sobie dobrego dnia. Czasem mówię to na głos: „Ola, to będzie dobry dzień” i uśmiecham się. Czasem tylko sobie myślę, ale nie zapominam o uśmiechu. Wiecie, że wypowiedziane głośno lepiej na mnie działa? Spróbujcie. 

 

Słowa

Ostatnia rzecz, jaką robię przed wyjściem rano z domu, to powiedzenie moim bliskim „Miłego dnia!”. Wołam do każdego osobno. Starszak zazwyczaj kręci się po kuchni albo czyta. Panienka mocuje się z ubraniami albo czesze. Ojciec Dzieciom parzy kawę. Ja wychodzę pierwsza i to moment na ogarnięcie wzrokiem domu i spojrzenie na tę trójkę. Nie będziemy się widzieli kilka godzin, a ja przecież chciałabym, żeby te godziny były dla nich dobre. Czasem podbiega Panienka i daję jej całusa w czoło mówiąc, że ją kocham. Wtedy Ojciec Dzieciom woła „a mi się nie należy?”. Dostają wszyscy. Bez takich rzeczy te poranki są niepełne. 

Ale gdy już wszystkim powiem coś dobrego, wtedy mogę wyjść.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zainteresował Cię ten tekst?

Będzie mi miło, jeśli go skomentujesz i udostępnisz.

Przeczytaj inne z kategorii LIFESTYLE

Odwiedź mnie na Facebooku

Obserwuj mnie na Instagramie