Jednym z moich ulubionych literackich ojców jest Mattis, herszt zbójników. Trochę nieokrzesany, dziki i groźny. Najgroźniejszy był wtedy, gdy chodziło o bezpieczeństwo jego córki, Ronji. Wiecie, to był taki typ niedźwiedzia. Dla córki jego ramiona były jak schron, chociaż jeśli czytaliście książkę to wiecie, że był moment, w którym nie chciał znać Ronji. Ale to też wynikało z jego miłości, wielkiej i nieokiełznanej jak on sam. Inny ojciec, bohater kolejnego skandynawskiego klasyka, nie był ani bardzo silny, ani dziki. Tatuś Muminka był marzycielem. Trochę dziwakiem. Ale dla Muminka był zawsze bardzo ważną postacią.

 

Na początku był ojciec

Nie wiem, jakim typem ojca jest Raimo Nuortie, ale wiem, że w latach siedemdziesiątych urodził mu się synek. Raimo pracował wtedy w przemyśle drzewnym, co w Finlandii nie było niczym dziwnym. Gdy mały Oskar zaczął mieć problemy ze skórą i odparzeniami, Raimo Nuortie jak przystało na ojca, szukał rozwiązania. Co robić? No więc gdy pracuje się w przetwórstwie drewna, a pieluszki są z celulozy to pomysł jest prosty. Trzeba tak zmienić proces produkcyjny, by pieluszki były jak najłagodniejsze. Problemem był chlor stosowany do wybielania celulozy: to on okazał się główną przyczyną podrażnień i alergii. Nuortie opracował więc metodę bielenia celulozy tlenem, a pieluszki produkowane w ten sposób okazały się bezpieczne dla skóry. Taka jest historia marki Muumi Baby.

 

 

Nasze doświadczenia

Wiecie, że przy Panience korzystałam z pieluszek wielorazowych. Ale nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Przez pierwsze tygodnie używaliśmy jednorazówek. Uznałam, że priorytetem jest moja wygoda. Chciałam zminimalizować ilość spraw, o których muszę myśleć. Na pierwszym miejscu było unormowanie laktacji oraz, przede wszystkim, nauczenie się siebie nawzajem. Nie chciałam sobie zawracać głowy wielorazówkami. Potem, gdy już je z dużym sukcesem wprowadziliśmy, zdecydowaliśmy się na korzystanie z jednorazowych pieluch w podróżny i na noc. Tak było nam wygodnie, a jednocześnie mieliśmy świadomość, że to wybór rozsądny. Wtedy na polskim rynku nie było pieluszek Muumi Baby, a szkoda, bo to one byłyby naszymi jednorazówkami. Dlaczego?

Z kilku powodów. Po pierwsze, chlor, a raczej jego brak. Nie chciałabym, żeby pupa dziecka spędziła noc w czymś, co może ją podrażnić. Po drugie, pieluszki Muumi Baby pozbawione są balsamów i środków zapachowych, a ich bezpieczeństwo gwarantuje Nordic Eco Certyfikat. Im mniej sztucznych dodatków, tym lepiej dla delikatnej i cieniutkiej skóry dziecka. Ostatni powód o którym chcę napisać, to odpowiedzialność. Każdy nasz wybór, jako konsumentów, ma wpływ na nasze otoczenie. Dziś szczególnie powinniśmy dbać o lasy. Z myślą o przyszłości i świecie w którym będą żyły nasze dzieci. Dlatego fakt, że celuloza z których produkowane są pieluszki Muumi Baby pochodzi z lasów wycinanych pod kontrolą, a nie bez opamiętania i na dziko, sprawia, że czuję się spokojniejsza.

Muminki

Kiedy wyjęłam z paczki pieluszkę Muumi Baby uśmiechnęłam się sama do siebie. Jaka ona malutka! To możliwe, że moje dzieci były kiedyś takimi małymi użytkownikami pieluszek? Nie do wiary… Potem pomyślałam, że tę pieluszkę aż miło trzymać w ręku. Jest mięciutka i delikatna. Na koniec popatrzyłam na obrazek. Muminek, Migotka i Mała Mi. Dobrze się znamy z wieczornych czytanek. Miło was widzieć.

 

Ten tekst powstał w wyniku współpracy z Muumi Baby. I żałuję, że muminkowe pieluszki są w moim domu już tylko do oglądania i dotykania.