Najpierw był stary, dobry clubbing. Potem shopping, w wersji szoping niedzielny rzecz jasna. Potem przyszedł czas na buwing. Nowy gmach biblioteki wręcz kusi, by spędzać w nim całe dnie, nie tylko na nauce. Od kilku lat w okolicach 1 listopada pojawia się słowo grobing. Sprawdziłam stronę Obserwatorium Językowego UW i dowiedziałam się, że zarejestrowano je w 2014 roku. A więc przed chwilą. Jest tam również definicja: pot., żart. lub dezapr. „tłumne odwiedzanie cmentarzy podczas dnia Wszystkich Świętych, zwłaszcza przez modnie ubrane osoby”. A więc mamy jasność. Czy panie, które inaugurują sezon na noszenie futra zakładając je 1 listopada uprawiają jakąś formę grobingu? A wy?

 

Hasztag grobing

 

W związku z tym, że ludzie coraz częściej komunikują się w sieci za pomocą zdjęć, równoważników zdań i hasztagów, na grobing też znalazło się miejsce. Ilustruje zdjęcia młodzieży wybierającej się z rodzicami na groby oraz fotografie zniczy i chryzantem. Znicze i chryzantemy są bardzo piękne, a więc bardzo instagramowe. Hasztag grobing. 

Na instagramowym, oficjalnym koncie jednego z polskich miast przy zdjęciu cmentarza obok hasztagów odeszli i cmentarz pojawił się grobing. Nie żartuję. Sami sprawdźcie. 

 

To są poważne sprawy

 

Nie chodzę na cmentarz 1 ani 2 listopada. Po pierwsze, wtedy są tłumy, a ja to słabo znoszę. Po drugie, mogę groby bliskich odwiedzać w każdy inny dzień. Po trzecie, nie jestem religijna więc te daty nie są w moim kalendarzu ważniejsze niż inne. Owszem, odwiedzamy cmentarze. To rodzaj rytuału, tradycji. Pokazujemy je dzieciom, opowiadamy o zmarłych bliskich. To czas na refleksje, wspomnienia. Jest miejsce na uronienie łzy i na śmiech. Ale to nie jest jedyny moment, gdy wspomina się zmarłych. Gdybyśmy robili to tylko przy grobach, oznaczałoby to, że zupełnie o nich zapomnieliśmy. Tak nie jest.

I gdy słyszałam jak ktoś mówi „nie będzie mnie, jadę na grobing” to robiło mi się dziwnie. Wiem, że to słowo używane jest po prostu żartobliwie i zupełnie się nie napinam. Ale jednocześnie jest w tym coś lekceważącego. Jeśli jedziemy na cmentarz to nie po to, by uprawiać grobing, ale po to, by postawić znicz i położyć kwiaty na grobach bliskich. Babć i dziadków, ciotek i wujków, dalekich kuzynów. A czasem własnych rodziców. Warto więc odpowiedzieć sobie na pytanie „dlaczego odwiedzam groby bliskich?”. Bo tak wypada? Bo taki jest zwyczaj? Bo o nich pamiętam? I czy do którejkolwiek z tych odpowiedzi pasuje hasło grobing?

 

Piszę o tym, ponieważ jestem matką, a większość z Was, czytających, ma dzieci. Dzieci, które słuchają uważnie, obserwują i chłoną jak gąbki. Mają swój rozum i jako dorośli będą mieli swoje własne refleksje, ale punkt wyjścia zależy od nas i od tego, co im przekażemy. A większość dzieje się na poziomie podświadomości. Podskórnie. Więc gdy wszyscy ładnie się ubiorą przed wizytą na cmentarzu, a potem spędzą więcej czasu na szukaniu miejsca parkingowego niż przy grobie prababci, to nie zdziwmy się, że za kilka lat dzieci odmówią nam towarzystwa. Jaki sens mają takie odwiedziny na cmentarzu?

A jaki stosunek do pamięci o bliskich chcemy przekazać naszym dzieciom?