Idąc krzywym chodnikiem co chwila kręciłam głową. Trochę ze zdziwienia, trochę ze smutku. Okolica była po prostu brzydka. Począwszy od chodnika, przez płot, po odrapane budynki. Najgorsze w tym wszystkim były szyldy, reklamy i billboardy ustawione wzdłuż drogi. Nic do siebie nie pasowało, kompletny chaos. Zastanawiałam się jak to jest, że w miejscowości przyklejonej do stolicy dużego europejskiego państwa jest tak bezgranicznie brzydko i niechlujnie. Na nikim nie robi to wrażenia? Czy każdy naprawdę widzi tylko swój szyld, swoją reklamę, swój kawałek ogrodzenia? Dlaczego tak jest? 

Przypomniałam sobie potem plan lekcji Starszaka. Ile lekcji plastyki ma w tygodniu? Jedną. Sięgnęłam do podstawy programowej zamieszczonej na stronie MEN. 

„Plastyka dostarcza uczniom doświadczeń rozbudzających wrażliwość na piękno. (…) Kształci świadomość, że sztuka jest ważną sferą działalności człowieka. Przygotowuje do statusu odbiorcy kultury. (…) Uczeń: Podejmuje działania z zakresu estetycznego kształtowania otoczenia; projektuje i realizuje formy dekoracyjne, podnoszące estetykę otoczenia (wykorzystuje elementy gotowe, aranżując własny pokój, projektując nakrycie stołu na uroczystość rodzinną z wykorzystaniem dekoracji kwiatowej; uwzględnia zasady estetyki podawania potraw).(…)”

No cóż. Cała podstawa programowa brzmi uroczo, szczególnie gdy człowiek uświadomi sobie, że w klasie VIII będą to już tylko dwie lekcje w miesiącu. Jakiego efektu można się spodziewać? Niestety, żadnego. I to jest trochę odpowiedź na pytanie, dlaczego w podwarszawskiej miejscowości (oraz w setkach innych) jest tak brzydko. Poziom wrażliwości na piękno, na estetykę otoczenia jest w społeczeństwie po prostu niski. Kiedyś pisałam o Pierwszej Książce Mojego Dziecka wspieranej przez Ministerstwo Kultury. To jedna z najgorzej zaprojektowanych książek dla dzieci jakie widziałam. W ten sposób nie spowoduje się, że dzieci będą wrażliwe na piękno. Raczej uodpornimy je na szpetotę. 

 

Można inaczej

 

Kiedy wzięłam do ręki książkę „Noc w Leśnej Szkole” Maxa Ducosa i spojrzałam na okładkę, coś mnie tknęło. Hej, ten budynek… coś mi przypomina. Przy kartkowaniu poziom mojej ekscytacji rósł. Ta książka wygląda jak podręcznik do historii sztuki i designu, tylko…lepiej. Ilustracje Ducosa to wielka podróż przez dzieje wzornictwa i ciągłe puszczanie oka do czytelnika. Krzesła i lampy, wieszaki i szafki… Dla studentki historii sztuki którą (wciąż) jestem, to prawdziwa rozkosz. A dla moich dzieci? Bo to w końcu dla nich książka… 

 

Noc w Leśnej Szkole

 

Panienka ciągle coś odkrywa. „Mamo, tu jest Mona Lisa!” woła podekscytowana! Potem znajdujemy autoportret Ducosa, sprytnie ukryty. Tłumaczę dzieciom „zobaczcie, to tak, jakby on stał tu, gdzie my jesteśmy”. A potem pokazuję im obraz „Zaślubiny Arnolfinich” Jana van Eycka. 

Praktycznie przy każdej lekturze coś nas zatrzymuje na którejś ze stron. Czasem jest to książka na półce, czasem zabawka, innym razem jakiś tajemniczy cień. Ja sama odkryłam na jednej ze stron plakat, który zauroczył mnie kilka lat temu w Paryżu, 30 ans, c’est grand?. Na innej Ducos namalował stronę z tekstem wiersza Paula Verlaine’a „Sagesse”. Przecież ja się go uczyłam na pamięć w liceum! „Mon Dieu, mon Dieu, la vie est là Simple et tranquille.” Frankofile wszystkich krajów, łączmy się!

 

Noc w Leśnej Szkole

 

No dobrze, ale zasadniczo to książki są do czytania. I uff, „Noc w Leśnej Szkole” nie zawodzi. Historia jest zabawna, zaskakująca, wciągająca. Bohaterowie to dwóch zupełnie różnych chłopców. Cała opowieść to wielka pochwała wyobraźni, dziecięcej beztroski, wolności. Jest napisana ładnym i prostym językiem, więc dziecko bez trudu przeczyta ją samodzielnie. A jeśli w lekturze towarzyszyć będzie rodzic, to zapewniam – nudy nie będzie. Ja z przyjemnością odkrywałam kolejne nawiązania do jednej z moich ulubionych powieści, Don Kichote. 

 

Czy to zadziała?

 

Książka „Noc w Leśnej Szkole” to dwie pieczenie upieczone na jednym ogniu (a mówię to ja, wegetarianka). Dzięki wciągającej narracji po prostu ma ochotę się po nią sięgać. Przygoda chłopaków jest tak fajna, że dziecko chce do niej wracać. A dzięki temu spędza się czas patrząc na piękne, dopracowane ilustracje. Obcowanie z czymś takim to prawdziwa przyjemność i lekcja dobrego wzornictwa. Może w szkole dzieci nie uwrażliwią się na piękno, ale czytając tak wydane i tak zilustrowane książki – na pewno.