Moja Babcia urodziła się w zaborze rosyjskim. Mój Tata urodził się w Generalnym Gubernatorstwie. Ja urodziłam się w komunistycznej Polsce… A moje dzieci urodziły się w wolnym kraju. W kraju, w którym orzeł na godle ma koronę. Nie myślimy o tym, to zupełnie oczywiste…  Doceniam to, w jakich czasach żyją Starszak i Panienka. Symbole narodowe, takie jak godło czy hymn są dla mnie ważne. 

 

Hymn w szkole. Czemu to służy?

 

Na rozpoczęciu roku jakie pamiętam ze swoich czasów szkolnych pojawiał się poczet sztandarowy. Uczniowie przepasani szarfami, w białych rękawiczkach wkraczali w uroczystym milczeniu na aulę niosąc sztandar szkoły. Pani dyrektor mówiła krótkie „do hymnu” i wszyscy wiedzieli, co mają zrobić. Uczniowie, jeszcze nieogarnięci po wakacjach, opaleni, pełni opowieści, podekscytowani tym, że widzą kolegów i koleżanki śpiewali, z większą lub mniejszą śmiałością. Zazwyczaj mniejszą, mrucząc pod nosem. Ale to był taki symboliczny moment, rytualne zakończenie wakacji. Moim zdaniem hymn w takim momencie jest odpowiednim elementem uroczystości. 

 

Czy to nie przesada?

 

Są pewne zasady, którym jestem wierna i które wpajam dzieciom. Do teatru nie idziemy w adidasach i dresie. Koniec, kropka. I wiem, że trzeba to powtarzać odkąd w Teatrze Wielkim spotkałam rodzinę w kaloszach. Huntery są drogie, ale to nie powoduje, że są eleganckie. Więc strój: powinien być stosowny do okazji. Galowy 1 września. To oznaka szacunku, dla osób, dla miejsc, dla sytuacji. Jeśli idziemy z wizytą, to oznaką szacunku dla gospodarza jest punktualność, i, a jakże, staranny strój. W muzeum nie hałasujemy, a w komunikacji miejskiej nie rozmawiamy głośno przez telefon. Na pogrzebie jesteśmy ubrani na czarno lub przynajmniej w ciemne, stonowane barwy. Poza tym, że dajmy dzieciom przykład, to jeszcze warto im pewne rzeczy po prostu mówić. A hymn? Pisałam o kaloszach i telefonie. To zasady dobrego wychowania, savoir vivre. Co z symbolami narodowymi?

To proste. Jesteśmy Polakami. To nie jest powód do jakiejś szczególnej dumy – niczego nie zrobiłam, by urodzić się Polką, ani nie jest to narodowość lepsza niż inne. Ale jest moja. I moich dzieci. A jak pisałam we wstępie, moje dzieci są pierwszymi od kilku pokoleń, które od urodzenia żyją w wolnej Polsce. I to naprawdę jest duża rzecz. 

 

Wspólne symbole

 

Dziś na rozpoczęciu roku szkolnego mojego syna nie było hymnu, nie było pocztu sztandarowego. Spotkanie w klasach, podanie planu lekcji. I już, koniec. Bez celebry, bez oprawy. Żałuję, że tak się stało. Żałuję, że dzieci nie stanęły i nie zaśpiewały Mazurka Dąbrowskiego. Rok szkolny zaczął się tak… zwyczajnie, z marszu. Bez tego uroczystego zatrzymania się.

Jest jeszcze jedna sprawa. Hymn to utwór, którą znają wszyscy Polacy i symbol który łączy wszystkich. Tak jak orzeł, jak barwy narodowe. Niezależnie od przekonań, od tego, na kogo się głosuje. A dziś najwięcej flag pojawia się na Marszu Niepodległości, pochodach prawicowej młodzieży i uroczystościach spod znaku falangi i krzyża celtyckiego. Czuję, że nasze wspólne symbole zostały przejęte przez jedną grupę, o poglądach bardzo dalekich od demokratycznych.

Elementem wychowania młodzieży jest dawanie przykładu. Również w kwestii tego, jak odnosić się do symboli narodowych. Wiecie, to nie jest błahy temat. I jasne, dzieciaki się nudzą i dłubią w nosach kiedy nauczyciele przedłużają swoje przemowy na apelach. Ale wspólne odśpiewanie hymnu to jest po prostu dobra tradycja, dobry zwyczaj. Nie warto o tym zapominać.