Lubię alkohol. Albo inaczej: lubię wypić lampkę wina do obiadu, albo otworzyć butelkę wina w ciepły, letni wieczór i słuchając muzyki pić je z Ojcem Dzieciom. W gorący dzień zimne piwo najlepiej gasi pragnienie. Wczoraj siedziałam na barce na Wiśle i popijałam aperol. Było super. Nie było przy mnie dzieci. I nie, nie uważam, że bez butelki wina dziennie nie da się wytrzymać z dziećmi.

 

Alkohol jest zły?

 

Nie jestem przeciwniczką picia alkoholu. Ani nie jestem wielką zwolenniczką. Traktuję go jako jeden z elementów życia, nic więcej, nic mniej. Świetnie mi się funkcjonuje bez niego – w czasie ciąży nie tęskniłam. No, może tylko w Amsterdamie, w czasie wizyty w browarze poczułam delikatne ukłucie, że ej, tyle pysznych piw a ja nic, bo ciąża. 

Czasami pijemy alkohol przy dzieciach. Wino, piwo. Pokazujemy im, że można pić alkohol kulturalnie, z umiarem. Gdy wieczorem pijemy wino, to przed snem wszystkie kieliszki, butelkę odnosimy do kuchni. Nie chcę, żeby rano, gdy Panienka obudzi się i przyjdzie do nas zobaczyła na stoliku pustą butelkę. Wolę, żeby poranek z rodzicami kojarzył jej się z czymś innym. 

W ogóle nie chcę, żeby dzieci kojarzyły nas z alkoholem. Nie kojarzą nas przecież z mlekiem, ciastkami czy marchewką. No dobra, kojarzą nas z kawą. Totalnie. 

 

Alkohol jest dla dużych

 

Dzieci nie widziały nas nigdy nietrzeźwych. To absolutna podstawa i coś, czego sobie totalnie nie wyobrażam. Nie tylko dlatego, że osoba nietrzeźwa nie jest w stanie zapewnić dziecku bezpieczeństwa fizycznego. Również, a przede wszystkim dlatego, że nietrzeźwy dorosły stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa emocjonalnego dziecka. Rodzic po alkoholu nie jest tym samym człowiekiem. Może wydać się straszny, może wydać się odpychający. 

Nie kupiliśmy też im nigdy szampana dla dzieci. Po pierwsze, to barwiony i słodki syf. A po drugie – czemu to ma służyć? Toasty są dla dorosłych. Alkohol jest dla dorosłych. Nie widzę potrzeby i sensu w tym, żeby dzieci wdrażać w picie alkoholu. Każdy dzieciak bawi się, że paluszki to papierosy i udaje, że pije piwo, ale takie zabawy naprawdę nie muszą być inicjowane przez rodziców. 

 

Wszystko można

 

Ale czy trzeba? Są wakacje. Sezon na grilla, na imprezkę, na siedzenie na balkonie. Rodzicom małych dzieci jest trochę trudniej, ale się udaje. Matki karmiące małe niemowlęta alkoholu nie piją, a gdy ssaki podrosną, to już po małe piwo można sięgnąć (pamiętając o odpowiednim odstępie czasu między karmieniem a piciem alkoholu). Ale nic się nie stanie, jeśli po takie małe piwo sięgnie i ojciec. Nie po duże albo trzy. To, że on nie karmi nie oznacza, że ma pić za dwoje. Wiele razy widziałam taki obrazek: mama opiekująca się dziećmi i tata pijący kolejnego browara. Albo mama w ciąży i dumny ojciec z puszką w dłoni i czerwoną twarzą. Nie wygląda to przyjemnie.

Dzieci nas obserwują, bardziej i uważniej niż nam się wydaje. Uczą się przez naśladownictwo. Gdy zaczną dorastać mogą mieć w głowie różne wyobrażenia o piciu alkoholu. Ja chciałabym, żeby moje dzieci uważały, że jeśli pije się alkohol, to nie jest w ogóle temat. Że alkohol można smakować, na przykład dobre wino czy kraftowe piwo. Albo można powiedzieć „nie, dzięki, dziś nie mam ochoty”. I to jest zupełnie normalne.