Niedawno Starszak zadał mi pytanie, co to znaczy, że aby wychować dziecko potrzebna jest cała wioska. I zanim mu odpowiedziałam, okazało się, że mogę mu pokazać co to oznacza w praktyce. 

 

Mama nie wie wszystkiego

Starszak, zapalony piłkarz, poprosił, żebym wyhaftowała na jego spodniach logotyp jego ulubionej drużyny. Hafciarka ze mnie żadna, ale czego się nie robi dla dziecka. Wzięłam więc igłę, nić i spodnie. Przemyślałam sprawę i już wiedziałam, jak się zabrać do roboty. Miałam tylko problem z nawleczeniem nici na igłę. Starszak popatrzył i zapytał „nie masz tego śmieszego coś do nawlekania?”. No nie mam, zawsze się zastanawiałam do czego służy ta blaszka z drucikiem dołączana do zestawu igieł. „Synu, ja nawet nie umiem się tym posługiwać.”

 

I od tego jest wioska

Spytałam podejrzliwie „a ty umiesz?”. „Jasne” odpowiedział mój dwunastolatek. Wszystko mi się rozjaśniło, przecież w szkole na lekcjach techniki ostatnio coś ciągle haftowali i szyli. „Pani w szkole was nauczyła?”. „Nie” pokręcił głową. „Babcia mi pokazała”. Ha, a więc to tak!

To był ten moment, kiedy zrozumiałam, że życie cały czas pokazuje nam, że dzieciom potrzebna jest cała wioska. 

 

Doświadczenia

Ja i Ojciec Dzieciom pokazujemy dzieciom świat, każde z nas na swój sposób. Ojciec Dzieciom odkrywa przed nimi muzykę i historię oraz, gdy trzeba, swoje pudełko z narzędziami. Ja mam swoje tematy. Dzieci obserwują nas, czerpią z naszych doświadczeń. Ale my to nie cały świat. Mamy też przyjaciół, a przede wszystkim rodzinę. I to właśnie dzięki temu, dzięki tej różnorodności mogą w pełni poznawać świat. Nie tylko my wychowujemy nasze dzieci. Robi to cała nasza wioska – nasi bliscy, krewni i nie tylko. Każdy wnosi coś od siebie. Pradziadek, babcia, przyjaciel, koleżanka.