Kiedy byłam mała, opiekował się mną doświadczony pediatra, ojciec kilkorga dzieci. Powiedział moim Rodzicom, że najwięcej wypadków z udziałem dzieci ma miejsce wtedy, gdy są pod opieką najbliższych. Czy zwalnia nas to z obowiązku zabezpieczania przestrzeni, pilnowania dzieci? Nie, przeciwnie. Wystarczy chwila przeszukiwania wiadomości, by znaleźć informację o wypadkach dzieci: potrącenie, upadek z balkonu, utonięcie. Wszystko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Wszystkie dzieci były pod opieką. Co więc się stało?

 

Czy twoje dziecko jest bezpieczne?

Nie zostawiamy małych dzieci samych w domu, pisałam o tym tutaj. Dokładnie sprawdzamy opinie o żłobkach i przedszkolach, sprawdzamy referencje niań. Chcemy mieć pewność, że gdy dzieci nie są pod naszą opieką – są bezpieczne. Nic im nie grozi. Ale gdy już są z nami, możemy stracić czujność. I to właśnie wtedy mają miejsce te wypadki. Wychodzimy do toalety. Sprawdzamy fejsa (tak, tak!). Karmimy drugie dziecko. Wystarczy nachylić się, żeby podnieść coś z podłogi, by nie zauważyć jak dwulatek sięga po kubek pełen gorącej herbaty, który odstawiliśmy przed sekundą na stół. To właśnie wtedy. Mgnienie oka, ułamek sekundy. Złamanie, poparzenie, uraz czaszki.

 

Co możemy zrobić

Mamy do dyspozycji całą gamę produktów służących zapewnieniu bezpieczeństwa naszym dzieciom. Są dostępne, nie są drogie. Wybierajmy te, które mają atesty. Zwracajmy uwagę na jakość wykonania. Pamiętajmy, by montować i używać zgodnie z instrukcją. W zależności od potrzeb możecie zdecydować się na:

  • matę antypoślizgową do wanny – tego sama nie stosowałam, ponieważ wydaje mi się to mało higieniczne, a poza tym nie zostawiałam malucha samego w wannie
  • barierkę montowaną przy schodach
  • osłonę płyty kuchennej – z tego nie korzystałam przyjmując zasadę, że gotuję na dalszych palnikach, a poza tym nie zostawiam samego dziecka w kuchni
  • osłonę na kurki do gazu – nowoczesne kurki wymagają wciśnięcia i dopiero potem przekręcenia, więc nie zawsze to jest potrzebne
  • blokadę klamek okiennych – tu uwaga, niektóre dzieci radzą sobie z klamkami na kluczyk. My w pokoju dzieci po prostu wyjęliśmy klamki z okien.
  • listwę do drzwi zabezpieczającą paluszki – nie kupiłam, ale to może być niezły pomysł
  • nakładki zabezpieczające drzwi przed zatrzaśnięciem
  • zabezpieczenia narożników mebli
  • zamknięcie szuflad – to akurat może przydać się do szuflady z nożami czy z lekami
  • blokadę okien – aby nie można było otworzyć na więcej niż np. 5 cm
  • zaślepki do gniazdek
  • zabezpieczenie szczebelków na balkonie – może być siatka, może być osłonka z wikliny

I pewnie rynek może zaproponować jeszcze sporo innych zabezpieczeń. Warto jednak pamiętać, że obłożenie nimi domu nie powoduje automatycznie, że dziecku nic nie grozi. To zmniejsza ryzyko, ale nie daje 100% pewności. Dzieci są kreatywne i szybkie. Zawsze powinniśmy obserwować przestrzeń z myślą o tym, co może się stać. Nie, to nie jest początek obsesji. To po prostu życie. Dzieci są małe dość krótko, więc przez te kilka pierwszych lat możemy sobie odpuścić obrusy, pamiętać o chowaniu kabli itd. 

Kolejnym tematem jest ryzyko zatrucia. Wybierając kwiaty doniczkowe musimy mieć świadomość, że niektóre z nich są trujące i mogą być bardzo niebezpieczne dla dziecka, które pomyli kuchenną bazylię z kwiatkiem. Na czarnej liście są między innymi:

  • kroton
  • gwiazda betlejemska
  • monstera
  • diffenbachia
  • filodendron
  • fikus

Lista nie jest zamknięta, więc dopytajcie w sklepie ogrodniczym i ryzykowne rośliny trzymajcie poza zasięgiem dzieci. Jednak nie tylko rośliny, a przede wszystkim leki są niebezpieczne. Jestem gorącą zwolenniczką posiadania w domu w pełni wyposażonej apteczki (kochanie, pozdrawiam) ale pierwszą i podstawową zasadą jest trzymanie leków poza zasięgiem dzieci. I ten zasięg musi być na tyle ograniczony, by dziecko, które sprytnie przystawi sobie taborecik nie mogło zajrzeć do skarbnicy kolorowych cukierków jaką jawi mu się apteczka. Podobnie rzecz ma się z chemią domową. Zamykane na kluczyk albo porządną blokadę szafki to podstawa. Wiecie, to są niby takie oczywistości, ale warto powtarzać. 

 

Czy to zadziała?

Z jednej strony, tak. Powinno. Jak pisałam wyżej – nie da 100% pewności. Ale duży krok już będzie za nami. Warto pamiętać o tym, że jeśli zabezpieczymy kontakt, to nadal musimy powiedzieć dziecku, że prąd jest niebezpieczny. Gdy zacznie się interesować wyjaśnić, że to nie dla dzieci, że aua, że boli, że złe. Tak samo ze wszystkim: gdy stwierdzamy, że jest niebezpieczne dla malucha i korzystamy z zabezpieczenia, nadal powinniśmy uczyć dzieci ostrożności i uwagi. Sama nie korzystałam ze wszystkich wymienionych zabezpieczeń, bo część uważałam po prostu za zbędne. Zabezpieczyliśmy schody, ale jednocześnie uczyliśmy dzieci bezpiecznego schodzenia z nich. W kuchni pilnowałam, żeby na blacie nie zostawały ostre przedmioty, ale jednocześnie dawałam dziecku nóż do masła i wcześnie zachęcałam do samodzielnego smarowania kanapek lub krojenia. W naszym mieszkaniu nie pojawiły się osłonki na kanty (chociaż jeśli ktoś się na nie nadziewał, to najczęściej ja) ani blokady drzwi. To był nasz wybór.

Nie chciałam nigdy straszyć dzieci światem, ludźmi. Nie chciałam zamieniać swojego mieszkania w twierdzę pełną zabezpieczeń i do dziś śmieję się na widok kasków dla niemowląt uczących się chodzić. Warto znaleźć złoty środek, ale to za każdym razem zależy od rodziny i od dziecka.

 

A gdy coś się stanie?

Umówmy się. Może się stać. Dziecko może wejść na regał, dotknąć żelazka, zakrztusić się przy jedzeniu. Możemy zapobiec, ale czasem to są te sekundy, których nam zabraknie. Dlatego musimy znać podstawy pierwszej pomocy i mieć w widocznym miejscu umieszczone numery telefonów alarmowych, kontakt do lekarza. 

W idealnym świecie nic się nikomu nie dzieje. A już na pewno nie dzieciom. I mam nadzieję, że nasze dzieci będą zawsze bezpieczne. I Wasze też. 

 

 

Zainteresował Cię ten wpis? Zapraszam do lektury podobnych:

Domowa apteczka

Nie zostawiaj dziecka samego