W mediach pojawił się nowy temat. Gra o tajemniczym tytule „Niebieski wieloryb” wydała się na tyle groźna, że przestrzegał przed nią Marek Michalski, Rzecznik Praw Dziecka, ostrzeżenie wysłało do szkół również Ministerstwo Edukacji. Wszędzie pojawiło się zdjęcie ręki z wydrapanym, krwawym symbolem – wielorybem. Jedno zdjęcie. To samo. Wszystko wskazuje na to, że jest to kolejna akcja typu rakotwórcza guma Turbo, ale w dobie internetu miała szansę w krótkim czasie bardzo się rozprzestrzenić, przekroczyć granice państw. Ktoś przeczytał, przeraził się, puścił dalej… A ktoś na tym skorzystał. A jeśli nie – ma jeszcze szansę.

 

To my, rodzice

Rodzice dorastających dzieci. Rodzice dzieci, które obsługi tabletu uczą się wcześniej niż usmażyć sobie jajecznicę. Rodzice dzieci, które fałszują swój wiek przy zakładaniu konta na Facebooku i nie widzimy w tym problemu. To my możemy na tej medialnej panice skorzystać.

To czas na zastanowienie się, w jaki sposób nasze dzieci spędzają czas przy komputerze. Wróć, jakim komputerze? Mają smartfony, sami im je kupujemy. Z dostępem do sieci, był w promocji, hula jak złoto. Rodzice, dumni z siebie i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zakładają blokady na pornografię i strony z przemocą na domowym komputerze, więc sami potem muszą kombinować, jak chcą coś obejrzeć. Czy wiedzą, że kanały porno są responsywne i naprawdę nie ma kłopotu z oglądaniem ich na smartfonie?

Czy wiemy, z kim korespondują nasze dzieci? Czy sami, wrzucając ich zdjęcia do mediów społecznościowych, od pierwszych dni życia, umiemy nauczyć je odpowiedzialnego zachowania się w sieci? Ochrony wizerunku? Czy wyjaśniliśmy im, że rzecz raz wrzucona do Internetu nigdy już nie zniknie? I czy mają świadomość, że informacje znalezione w Internecie nie zawsze są prawdziwe? 

 

Co możemy zrobić?

Prowadzę bujne życie internetowe, ale nie wrzucam na blog i na Instagram zdjęć moich dzieci. Nie ma na to ich świadomej zgody. Rozmawiałam już na ten temat ze Starszakiem, zgadzamy się w tej sprawie.

Jest kilka rozwiązań, które mogą pomóc rodzicom w zapewnieniu dzieciom bezpieczeństwa w sieci

  • Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Raz nie wystarczy. Jednorazowa pogadanka wychowawcza znaczy tyle, co nic.
  • Poczta na specjalnym serwisie z pocztą dla dzieci. Założyliśmy ze Starszakiem konto mailowe w serwisie pocztadzieci.pl. Kiedy przychodzi do niego mail z nowego adresu – najpierw ja dostaję maila z informacją o nowej wiadomości, z podaniem tematu i adresu nadawcy. Mogę dodać go do bazy adresów zaufanych, o których nie jestem potem zawiadamiana.
  • Telefon bez dostępu do Internetu. Umówiłam się ze Starszakiem, że dostanie telefon z dostępem do internetu gdy przekona mnie, że ma taką potrzebę. Ma dostęp do Internetu w domu, przy naszych komputerach.

 

Czy to wystarczy?

To nie są bardzo trudne, bardzo odkrywcze sprawy. Uważam, że blokowanie dzieciom dostępu do sieci nie ma sensu, taka jest rzeczywistość. Internet nie jest zły, źle tylko można z niego korzystać. Dzieci powinny uczyć się korzystania z sieci, ale w sposób odpowiedzialny. To tak, jak z alkoholem. Można pić dla zdrowia i przyjemności, można też popaść w alkoholizm.

Dzieci korzystają z Internetu z różnych powodów. Tak samo, jak my. Często po prostu z nudy. Najciekawszy jest świat offline, ale zamiast straszyć dzieci złym Internetem warto wskazywać ciekawe i wartościowe strony. Pospacerować po muzeach, zwiedzać miasta dzięki Google Earth, słuchać muzyki, uczyć się. A przede wszystkim, robić to razem.

 

Zainteresował Cię ten wpis? Zapraszam do lektury podobnych:

Internet – moje ulubione miejsca. The Scale of the Universe.

Książki za darmo.

Pytaki. 100% czułości