W jednej z części „Jeżycjady” pojawia się postać małej dziewczynki pukającej do obcych drzwi i oznajmiającej, że przyszła na obiadek. Kojarzycie Aurelię aka Genowefa Sztompke? Otwierający drzwi musieli być dość zaskoczeni. W przeciwieństwie do nas, rodziców, którzy witamy na świecie nasze dzieci. Ich pojawienie się nie jest żadnym zaskoczeniem, mieliśmy kilka ładnych miesięcy na oswojenie się z myślą, że w naszym życiu pojawi się jakaś nowa osoba.

Co więcej, w wielu przypadkach te miesiące ciąży poprzedzone były miesiącami starań, oczekiwania, myślenia o dziecku. Owszem, wiele ciąż pojawia się z zaskoczenia, nie zawsze jest to dobra wiadomość. Ale gdy już to dziecko staje się członkiem naszej rodziny to nie dlatego, że któregoś popołudnia zapukało do drzwi i powiedziało, że przyszło na obiadek.

Pisałam niedawno na Facebooku o zjawisku narzekania na macierzyństwo. Lukrowane instamacierzyństwo, które jest w ułamkiem rzeczywistości, często też sztucznie kreowaną wersją życia na potrzeby mediów społecznościowych bywa szkodliwe, a czasem nawet bardziej irytujące. W odpowiedni na słodką i nieprawdziwą wersję macierzyństwa pojawiają się inne obrazki. Matki potargane, które same nie są nawet w toalecie. Matki, które noszą kolorowe bluzki, bo na nich mniej widać to, co się dziecku ulało. Matki-zombie, matki z oczami na zapałkach, matki z cyklu OMG! I SO need a glass of wine or I’m gonna sell mykids!.
Generalnie – macierzyństwo jako przyczyna bezsenności i złej cery. Z rzuconym gdzieś komentarzem, że och, ale to wszystko nic przy radości, jaką dają dzieci… Radości?
To odczarowywanie słodkiego macierzyństwa, często bardzo potrzebne, czasem idzie trochę za daleko zmieniając się w chóralne narzekanie na udręki rodzicielstwa. Jakby nic nie było pomiędzy.

Cieszcie się swoimi dziećmi. Bo je macie. Bo chcieliście je mieć. I proszę – marzenie się spełniło.
Rozejrzyjcie się tylko. Ilu waszych znajomych bezskutecznie stara się o dziecko? Ile waszych koleżanek przechodzi kolejne, bolesne zabiegi by wreszcie przestać być samą w łazience? A ile wychowuje dzieci samotnie i nie mogą zostawić ich z parterem, żeby wyskoczyć do fryzjera, albo chociaż pobiegać wokół osiedla? Znam ludzi, którzy stracili dzieci. Znam ludzi, którzy nie mają już nadziei na rodzicielstwo. Znam ludzi, których dzieci urodziły się chore i bardzo by chcieli znać wasze problemy wychowawcze. Bo oni mają swoje, o których nie macie często pojęcia.

Macie dzieci które dorosną. Za chwilę. Więc cieszcie się nimi. Tym, że chcą z wami spędzać czas. Że jesteście dla nich alfą i omegą.
Następnym razem, gdy maluch nie pozwoli wyjść ci z pokoju, bo będzie się bał sam zasnąć i będzie potrzebował, żeby potrzymać go za rękę pomyśl, że to wielkie wyróżnienie. To ty jesteś tą osobą, która pokonuje największe nocne strachy. Właśnie ty.

 

 

Zainteresował Cię ten wpis? Zapraszam do lektury podobnych:

Najszczęśliwszy dzień w życiu

List przedszkolaka

Nowe życie, nowa miłość