A więc doszło do tego. Przemyślałam wszystko, przeanalizowałam i podjęłam decyzję. Dieta. Pamiętacie jak napisałam o tym, że zaczęto mnie pytać, czy jestem w ciąży? Wtedy jeszcze sytuacja wydawała mi się do opanowania, a nawet byłam rozbawiona. Choroba, która wpłynęła na mój tryb i styl życia, oraz leki które w związku z nią biorę zaowocowały przyrostem wagi, który przestał już być zabawny. 

Tak, nadal uważam, że waga nie jest najważniejsza. Nadal z większą łatwością zakładam sukienki krótsze niż kiedykolwiek w życiu i gwiżdżę na cellulit. Ale tych sukienek w mojej szafie robi się coraz mniej, a ja mam coraz większą trudność w zmotywowaniu się do zmian. Bywam smutna, czasem czuję się bezradna. Czuję, że straciłam kontrolę. Sukienki można kupić, zdrowia nie. Nie chcę ocknąć się w momencie, kiedy wejście na 3 piętro będzie dla mnie wysiłkiem. 

Kiedyś

Rok po urodzeniu Panienki byłam bardzo szczupła. Przy wzroście 168 cm moja waga sięgała poniżej 52 kg, ja czułam się dobrze, ale nie zachwycałam się sobą. Kiedy zaczęłam chodzić na siłownię, ważąc już sporo więcej, odkryłam o co chodzi. Wtedy byłam skinny fat, byłam pozornie bardzo szczupła, ale nie byłam silna. Gdy zaczęłam ćwiczyć z wolnymi ciężarami i powoli zaczęłam czuć swoje mięśnie, moje ciało się zmieniło. Miałam pełne uda, brzuszek, krągłe biodra – ale też czułam jak bardzo mam silne nogi i ramiona. Waga nic nie znaczyła. Ważne było samopoczucie. Świadomość, że jestem zdrowa, że dbam o siebie. Wtedy też dbałam o zdrową dietę, wszystko było świetnie. Aż zachorowałam. 

 

Dieta – skąd ten pomysł?

Zdecydowałam się na pomoc dietetyczki. Czuję, że coś z moim odżywianiem jest nie tak, ale nie umiem tego sama wychwycić. Powoli zacznę pracować nad aktywnością fizyczną, ale potrzebne mi też działanie pod kontrolą profesjonalisty. Umówiłam się na pierwszą wizytę i przyznam szczerze, że po wyjściu czułam, że to najlepsza rzecz, jaką mogłam dla siebie teraz zrobić. 

Analiza składu ciała jaką przeprowadziła dietetyczka pokazała, że jest gorzej, niż myślałam. Najbardziej zaskoczyła mnie informacja, że jestem odwodniona. Inne informacje były mniej zaskakujące, ale niezbyt wesołe. Mam już pierwsze wskazówki, a na następnym spotkaniu dowiem się już konkretów na temat mojej diety. Na razie piję więcej, suplementuję wit. B compositum i witaminę D3.

 

Cel

Nie zależy mi na tym, żeby znowu ważyć 52 kg. 55 kg też nie. W ogóle nie o kilogramy tu chodzi. Gdy wrócę na siłownię, a wierzę że wrócę do sztangi, to moje mięśnie zaczną się odbudowywać. Chcę wyeliminować z diety to, co mi szkodzi, nauczyć się komponować zdrowe, zbilansowane posiłki. I tak, oczywiście, chcę schudnąć. To ważne, ponieważ mój organizm i moje ciało tego potrzebują. Jeszcze chwila, a byłoby mi o wiele trudniej z tym zadaniem. 

Chcę po prostu zrobić coś dobrego dla siebie. Zadbać o swoje ciało, o swoje zdrowie. Poczuć się lepiej we własnej skórze, odzyskać tę siłę i sprawność jakie miałam. 

 

Teraz Wy

Mam wsparcie Ojca Dzieciom. Ale piszę tu o tym wszystkim, bo liczę też na Wasze wsparcie. Wskazówki, jeśli już macie taką drogę za sobą. Może chcecie się podzielić swoim doświadczeniem? Wiem, że podjęłam dobrą decyzję, ale nie wiem, czy mi się uda. Czy wytrwam? Czy osiągnę swój cel? 

 

 

Zainteresował Cię ten tekst? Przeczytaj podobne:

Pytanie, którego nie zadawaj nigdy

Polubić swoje ciało

Pomarańcze i motyle