Czy Wasze dzieci piszą listy do Mikołaja? Moje tak. Panienka kładzie swój pod drzwiami wejściowymi wierząc, że w nocy zniknie (znika). Starszak po prostu mi wręcza mówiąc „mam coś dla was”. Ja też pisałam takie listy. Czego tam nie było…

Od jakiegoś czasu ludzie odkrywają, że najcenniejsze, co można dać dziecku to czas. Najtrudniej go zdobyć, często jest najdroższy. Popołudnie na dywanie. Wcześniejsze odebranie z przedszkola czy szkoły. Wspólne pieczenie pierniczków. Cały ten trend jest bardzo pożyteczny, bardzo dobry. Zobaczcie reklamę IKEA zrealizowaną w Hiszpanii. Dzieci piszą dwa listy – do rodziców i do 3 Mędrców. O co ich proszą?

To wzruszające, prawda?

Ale… Moim zdaniem prezent pod choinką, taki materialny, spełnienie marzeń to coś, co dziecko naprawdę doceni i zapamięta. Rodzice potrafią trochę marudzić przez cały rok, że Barbie jest słaba, że petszopki głupawe, że ile można mieć czegoś tam… A potem dziecko znajduje pod choinką wymarzony domek dla lalek, Barbie – księżniczkę, torebkę z Elzą i Anną, wielkie Lego, minionkowe kapcie czy coś równie absurdalnego.

Nawet jeśli dziecko wierzy, że ten prezent ma od Mikołaja, a nie od rodziców, to widząc, że oni też się cieszą z tego podarunku poczuje, że jego zainteresowania są ważne. Że rodzice szanują jego pasję, nawet jeśli jej nie podzielają. Dziecko czując, że może sobie lubić co chce, a rodzice tego nie krytykują, naprawdę to doceni.

Wspólny czas jest ważny – pamiętajmy o tym przez cały rok, a nie tylko przed świętami.

Materialne prezenty, gdy spełniają marzenia poukrywane w tych małych serduszkach, też są bardzo ważne. Pamiętamy wszyscy jaką radość sprawiały nam znajdowane pod choinką małe radyjka, łyżwy, walkmany, ubrania z ulubionymi bohaterami…

 

ilustracja: pixabay.com