To będzie wpis zupełnie inny, niż wszystkie tutaj. Może trochę nie pasujący. Ale chciałabym Wam opowiedzieć o tym, co wydarzyło się 9 lat temu i dzięki czemu moje życie zmieniło się na lepsze. To dobra opowieść, a dobrymi historiami warto się dzielić.

Spędzałam kilka dni we Wrocławiu, pierwsze w życiu kilka dni bez Starszaka, miał 16 miesięcy. Koleżanka szukała towarzystwa, dość nagle, na festiwal filmowy. Nie zastanawiałam się długo.

Pamiętam ten upalny lipiec. Chodziłyśmy po mieście, długo rozmawiałyśmy. Czułam się świetnie, fantastycznie wręcz, ale pamiętam koncert Johna Portera, bardzo fajny z resztą, na którym siedziałam otoczona parami. Sama. Zastanawiałam się, czy zawsze już będziemy ze Starszakiem tylko we dwoje.

W czasie jednej z rozmów z koleżanką (pamiętasz?) wymyśliłam jaki powinien być mój idealny partner. To była dość zabawna definicja, jeszcze nastoletnia wręcz. Jednym z jej elementów był Tuwim.

Niecałe dwa miesiące później poznałam Ojca Dzieciom, zakochałam się od pierwszego wejrzenia (serio!) i w czasie jednej z pierwszych randek przepytałam z Tuwima. No i okazało się, że Ojciec Dzieciom ma to wszystko w małym palcu. Byłam oczarowana.

Ojciec Dzieciom jest teraz moim przyjacielem i mężem, ukochanym tatą Starszaka i Panienki. Wydarzyło się coś, czego się wtedy nie spodziewałam. O czym nawet nie śmiałam marzyć, chociaż bardzo pragnęłam. Dla siebie i dla Starszaka.

***

Jutro skończy się nasz tydzień bez dzieci. Wyjeżdżamy czasami tylko we dwoje. Kilka razy spędzaliśmy w domu parę dni bez Starszaka i Panienka. Ale to pierwszy raz, kiedy jesteśmy bez nich pełen tydzień. Korzystaliśmy z niego garściami. Ani razu nie spędziłam w pracy 8 godzin, codziennie siedziałam dłużej wiedząc, że przedszkole i szkoła nie czekają. Potem spotkania ze znajomymi, spacery, mnóstwo, mnóstwo wolnego czasu. W domu – jeden bochenek chleba na cały tydzień, wystarczył. Mało jadaliśmy w domu.

Żyliśmy życiem młodej, zakochanej pary bez dzieci. Nie mieliśmy tak nigdy, nie było klasycznych dwóch lat bez dzieci po ślubie. Ślub był, z 5 letnim Starszakiem zbierającym monety którymi nas obsypano.

 

Tydzień. Morze wspaniałego czasu razem, tylko we dwoje.

Dziś rozpłakałam się na ulicy na widok małej dziewczynki. Z tęsknoty za Panienką.

 

I wiem jedno. Jestem niesamowitą szczęściarą. A jutro kolację zjemy w czwórkę. Nareszcie!