Przymierzałam się do „Mniej” dłuższą chwilę. Najpierw byłam na spotkaniu z Autorką, a dopiero potem (dłuuugo potem) sięgnęłam po swój egzemplarz. Czytałam szybko, mając ciągle mocno mieszane uczucia. Może dlatego, że nie należę do finansowych luzaków i już dawno nauczyłam się dwa razy zastanowić, zanim wydam pieniądze? Jednak ta książka przyniosła mi kilka interesujących refleksji.

 

101_norm

 

źródło

Po pierwsze. Zachłysnęliśmy się tym, że można wszystko kupić. Nie cerujemy skarpetek, tylko kupujemy nowe. Zadowalamy się tanimi parasolkami, zamiast kupować solidne i je ewentualnie co jakiś czas dawać do naprawy. Łatwiej jest kupić mleko ryżowe, niż je zrobić (pozornie!). Idąc dalej – zapominamy o tym, że możemy coś zrobić sami, ręcznie, analogowo. Kiedyś zmartwiłam się, że nie mam w domu drukarki, a szybko muszę wysłać zanieść gdzieś podanie. Dłuższą chwilę zajęło mi dojście do tego, że mogę je napisać na papierze. Ręcznie. Piórem. Było mi wstyd za siebie.

 

Po drugie. Nie zastanawiamy się nad tym, co kupujemy. Dobrym przykładem są kasze i ryż sprzedawane w woreczkach. Zalety? Gotowa porcja. Wady? Po pierwsze, gotujemy plastik. Na zdrowie i smacznego. Po drugie, generujemy bezsensowne śmieci. Po trzecie, to jest zawsze droższe. Innym przykładem są gotowe soki i napoje. Co się stało z kompotami? Co się stało z domową lemoniadą? Czemu dajemy dzieciom do picia coś, co jest wodą z dodatkiem cukru i barwników z aromatami, a nie wodę z miodem i cytryną?

 

Po trzecie. Warto się wymieniać, zanim coś się kupi. Moje ubrania krążą. Ja przyjmuję od innych. Ubrania Panienki to w większości dary po starszych dzieciach. Ja raz na jakiś czas zbieram ubrania jej i Starszaka, i puszczam je dalej. Mniej produkcji, mniej śmieci, mniej wydanych pieniędzy. Ekologicznie, ekonomicznie. Walor towarzyski nie do przecenienia.

 

Po czwarte. Czy naprawdę musimy wszystko MIEĆ? Może warto trzymając nową rzecz w sklepie zadać sobie pytanie, czy wydane na nią pieniądze są tego warte. Oczywiście, skrajna asceza zakupowa pokazana w książce (ale chyba nie połączona z ascezą typu rezygnacją z abonamentu w prywatnej lecznicy itd.) może być przesadą (chociaż jest codziennością wielu, wielu polskich rodzin żyjących za minimalną krajową). A ja czasem lubię kupić sobie kawę na mieście, chociażby po to, żeby posiedzieć w spokoju i popatrzeć na ulicę z perspektywy kawiarnianego stolika. I wtedy to są dobrze wydane pieniądze.